Powyższe zdanie opisuje moją wizję Cuir Ottoman od Parfum d'Empire. Właściwie, pisząc te słowa, jestem zakłopotana, ponieważ nie potrafię się do tych perfum ustosunkować. Mimo, że znam je dość długo i testowałam wielokrotnie - myślę, że to jest właśnie powód mojej niepewności. A teraz do rzeczy! :)
Chciałabym w tym zapachu widzieć odzwierciedlenie ducha Imperium Otomańskiego [choć bez tyranii!], sułtańskie pałace, a w nich posągowo pięknych, półnagich strażników (tylko wąsy bym im zgoliła ;) ) i snujące się po haremie klony Aziyadé. Ech, miałabym chęć poczuć się jedną z tych europejskich podróżniczek, którym dane było zwiedzać ziemie od Bałkanów po Persję; oczywiście po to, by napisać przesycone orientalizmem i ksenofobią wspomnienia, wydawane ku uciesze żądnych wrażeń współplemieńców. :) Jednak nie jest mi to dane; a przynajmniej nie zawsze.

Albowiem nie jest Cuir Ottoman zapachem na chłodne dni - dla wyżej podpisanej, rzecz jasna. Ponieważ prezentuje oblicza, które nijak nie potrafią zyskać mojej pełnej sympatii: od zimnej, obrzydliwej, nabijanej ćwiekami skóry rodem z taniego sex shopu i ubabranych spermą mebli po "słodkiego" przyjemniaczka, lubiącego pozory i złudne wrażenia. W sumie nic urzekającego. Czasem tylko, gdy miałam możliwość siedzieć w ciepłym miejscu i w miłej atmosferze, aromat ewoluował w stronę mokrej sauny takiej, jak na zdjęciu obok, gdy wokół ciemno, gorąco i ciężko.
Wiem na pewno, że połączenie woni skóry z irysem do moich ulubionych nie należy. Nawet, gdy dodać do nich jaśmin, słodziutkie rodzynki czy gęste kadzidło. Także finałowa wanilia w tym ujęciu nie zyskuje mojej aprobaty - zbyt wiele w niej uciążliwej psychicznie i wymęczającej fizycznie pracy. Tak przynajmniej opisuje swój fach pewna znajoma córa Koryntu [tak, tak, mam takie - i proszę zachować dla siebie ewentualne świętoszkowate oburzenie, jeśli łaska :) ]. Można by więc pomyśleć, że CO do gustu mi nie przypadło.

Jednak podczas niedawnych upałów dałam pachnidłu jeszcze jedną szansę i - o rety! Jaki piękny, miękki, zmysłowy zapach, pikantny i słodki zarazem. Od pierwszej chwili czuję głęboką słodycz oraz upajającą woń delikatnej, dobrze wyprawionej skórki. Właśnie tak, skórki, nie skóry. Słodkie akcenty dodają lekkości, a kwiecistość dba o ostateczny, subtelny rys. Z czasem spod tej kombinacji wybija gęste, mroczne kadzidło, doskonale komponujące się ze skórą, której już nie sposób oddzielić od słodyczy.
Baza to zejście wgłąb jaskini (freudowskie skojarzenia wskazane ;) ) - dużo tam gry światła oraz cienia, powołanej do życia dzięki przyniesionym przez nieustraszoną ekipę latarniom i pochodniom. A w tej jaskini, wbrew wszelkiej logice, w miarę schodzenia w dół robi się coraz cieplej. Cóż, obawiam się, ze w niniejszej wizji więcej Podróży do wnętrza Ziemi Verne'a niż odwzorowań bliskowschodniego imperium. :)
Szkoda tylko, że powyższe oblicze Cuir Ottoman raczy mi pokazać jedynie wtedy, gdy żar leje się z nieba, a ja o perfumach myślę najwyżej w chłodnych pomieszczeniach.

Rok produkcji i nos: 2006, Marc-Antonio Corticchiato
Przeznaczenie: zapach typu uniseks dla miłośników perwersyjnych zabaw, Orientu lub starych powieści fantastyczno-naukowych. :)
Trwałość: od siedmiu do ponad dwunastu godzin
Grupa olfaktoryczna: aromatyczno-orientalna (oraz szyprowa, jak podają w Sieci)
Skład:
Nuta głowy: egipski jaśmin, irys, rodzynki
Nuta serca: skóra, kadzidło, bób tonka
Nuta bazy: balsam tolu, styrak (albo benzoes), wanilia
___
Dziś noszę Alchimie marki Rochas.
P.S.
Źródła ważniejszych fotografii:
1. www.furniturestoreblog.com/2010/04/05/hammam_bathroom_spa_collection_by_effegibi
2. www.nysun.com/arts/imitation-jules/81650
Ciemny typ, ale jaki piękny! Trzeba pokonać wszelkie wyobrażenia, przeniknąć przez CO i stać się jednym z CO, bo każde nawet najmniejsze rózróżnienie zapach i człowieka oddzieli od siebie.
OdpowiedzUsuńele_gancki
Zapewne, mości Łukaszu, zapewne. :)
OdpowiedzUsuńTylko co zrobić, jeśli "się nie da", no chyba, że temperatura sięga 35 st. C w cieniu; wtedy szanse na jedność i brak uprzedzeń są duże.W innym przypadku - sorry, Winnetou. ;)
Żałuję, że się z CO nijak dogadać nie potrafię; ale przyzwyczajenia to mają do siebie, że ewoluują - tak więc będę próbować. :)