czwartek, 24 kwietnia 2014

Nasze próbki kochane!


Do stworzenia tego wpisu popchnęło mnie kilka odkryć: najpierw w jednym z komentarzy na blogu Chemist in the Bottle ktoś skomplementował Łukasza - zresztą jak najbardziej słusznie - że nie przestaje zadziwiać swoich czytelników wynajdywaniem kolejnych egzotycznych marek, co nie zdziwiłoby mnie w ogóle, gdyby recenzja, pod którą znalazł się ów komentarz nie dotyczyła perfum, które w Polsce można było poznać i kupić już od jakiegoś czasu. Potem, w styczniu tego roku, pewnego wolnego wieczora wpadłam na pomysł stworzenia zestawienia polskich perfumerii niszowych oraz marek, które te mają w swojej ofercie; uwierzcie, wyniki - choć oczywiste - zebrane w całość potrafią oszołomić. :)
Następnie obserwowałam pochód kolejnych premierowych pachnideł przez polskie perfumerie, wizyty naszych ludzi perfumowego biznesu oraz pasjonatów na targach w Mediolanie. W święta dosłownie zelektryzowało mnie odkrycie polskiej premiery kolejnej serii wód [zresztą opartych o ideologię, która działa na mnie z większą skutecznością, niż kocimiętka na kota ;> ], których oczywiście nie omieszkałam czym prędzej zamówić. A znowuż dziś okazało się, że Patrycja z bloga Perfumoholiczka otrzymała pachnącą przesyłkę od perfumerii, o której istnieniu do tej pory nie miałam pojęcia.

Kiedy zestawić to wszystko do kupy, człowiek zaczyna się zastanawiać. Jak to właściwie jest z tą potoczną polską zaściankowością? Czy w  dalszym ciągu jesteśmy tylko biednymi kuzynami z głębokiej prowincji, którzy owszem, mogą wejść, popatrzeć i powąchać ale raczej wielkich zakupów nie zrobią?
A może, o ile nie przeginam teraz z nadinterpretacją faktów, rodzime tuzy biznesu olfaktorycznego potrafiły stworzyć nową jakość w kontaktach z klientem. Jak? Naginając nieco obowiązujące reguły gry a przy tym wracając do źródeł kuszenia klienta próbką dostępnego towaru.


Próbki perfum niszowych; nie jest to oczywiście polski wynalazek, interesujące programy próbkowe posiada wiele perfumerii niszowych z całego świata, z gigantem Luckyscent na czele. Osoba, która wpadła na pomysł, by zamiast rozlewanych firmowo fiolek w opakowaniach zawiązujących do stylistyki pełnowymiarowego produktu i opatrzonych nieśmiertelnym "not for sale" sprzedawać próbki robione samodzielne, jest niewątpliwym handlowym geniuszem. :D
Większość marek niszowych to nie pierwszy lepszy Hugo Boss, Escada czy nawet Guerlain, nie tylko dostępny w niemal każdej perfumerii selektywnej w postaci testera ale też możliwy do przetestowania w domowym zaciszu [a przecież tak właśnie należy zakładać nowe perfumy], jeżeli tylko podczas zakupów w perfumerii poprosimy o próbkę tego konkretnego, interesującego nas zapachu. No dobrze, tak przynajmniej być powinno choć, jak dobrze wiemy, w Polsce ma miejsce niezmiernie rzadko.

Marki niszowe jednak są znacznie trudniej dostępne a przecież nie każdy może pozwolić sobie na podróż do (często jedynego w Polsce i odległego od naszego domu o kilkaset kilometrów) miejsca, gdzie sprzedawane są produkty tego jednego, interesującego nas brandu. Co więcej, obserwując polski rynek perfum niszowych od kilku ładnych lat zauważam, że handlowo zdają się wygrywać ci sprzedawcy, którzy nie mają oporów przed sprzedażą próbek swojego towaru każdemu chętnemu za pośrednictwem strony internetowej sklepu. Co może prowadzić do wniosku, że polski rynek perfum niszowych rozwija się dzięki zapachowym pasjonatom ale czy jest to prawda...? Obawiam się, że nie do końca.
Nie tylko dlatego, że tak właśnie powiedział Andy Tauer, ale dzięki żelaznej logice: oczekiwać, że najważniejszym klientem danej marki (lub sklepu) będzie grupa hobbystów, to trochę tak, jakby ktoś sądził że aukcje dzieł sztuki w Desie czy Sotheby's organizowane są przede wszystkim z uwagi na tejże sztuki historyków. :] Sami widzicie, że nie miałoby to wielkiego sensu. Jednak negowanie znaczenia klienta-fascynata akurat w polskich warunkach raczej nie świadczy o szczególnym zmyśle marketingowym. ;>


Trudno bowiem ignorować fakt, że warunki życia w Polsce odbiegają od zachodnich i już sam ten fakt motywuje trochę inne traktowanie rodzimej klienteli. Kiedy Polakowi stłucze się świeżo nabyty flakon od Amouage czy Grossmith, to pechowy klient nie poleci zaraz na stronę sklepu, żeby kupić kolejną flachę, bo zwyczajnie nie będzie go stać. Dla przeciętnego obywatela lub obywatelki Polski o pensji na średnim poziomie byłaby to mała tragedia, nie tylko z powodu woni, której nie da się usunąć z miejsca katastrofy przez kilka najbliższych miesięcy. ;) Dla Polaka o pensji poniżej średniej małą tragedią jest utrata pełnego flakonu perfum Calvina Kleina. Dla młodego rodzica na umowie śmieciowej tragedią jest stłuczenie flakonu od Yves Rocher czy nawet Oriflame.
Każda z tych osób, o ile lubi perfumy, musi w jakiś sposób przeboleć stratę i odczekać, zanim znów będzie w stanie pozwolić sobie na kupno drugiego egzemplarza. Ktoś taki nawet nie pomyśli o beztroskiej wycieczce do Warszawy i spacerze po tamtejszych perfumeriach niszowych, najlepiej uwieńczonym zakupami. :] Po prostu nie. Jeżeli jednak chce poznawać nowe zapachy, jeśli pragnie odkryć kolejne całkowicie "swoje", idealne pachnidło, na które warto zacząć odkładać pieniądze, by zrobić samemu sobie prezent z okazji urodzin, świąt czy pierwszego dnia wakacji, wtedy bez próbek się nie obejdzie.

Taki klient z pewnością nie jest równie pożądany, co rekiny finansjery płci dowolnej ze współmałżonkami (takoż płci dowolnej) ale przecież nikt tego głośno nie powie. Zresztą to także są pozory, ponieważ osoba ciułająca grosiki na flakon o wartości powyżej swych codziennych możliwości finansowych mile łechce próżność właścicieli perfumerii. :] To właśnie nią taki właściciel będzie się chwalić w wywiadach, tą wierną klientką, która robi zakupy od większego dzwonu aniżeli osobą wpadającą do elitarnej perfumerii jak inni do warzywniaka na rogu. Co więcej, klienci "próbkowi" mają dla firmy jeszcze jedną ogromną zaletę: jako miłośnicy zapachów opowiadają o nich każdemu, kto słuchać chce i nie chce, wymieniają się doświadczeniami na stosownych forach, czasem też piszą blogi, zapewniając pachnidłu, jego producentowi oraz sprzedawcy świetną reklamę, najczęściej całkowicie darmową. :) A im większy zysk, tym więcej ciekawych i egzotycznych premier puka do naszych drzwi. :D


Oczywiście takie poszerzanie dostępności ma również swoje złe strony, o których pisałam chociażby TUTAJ. Lecz jak na razie w Polsce rynek jeszcze się nie nasycił a coraz większa dostępność enigmatycznych niszowych marek - oraz postępująca za nią ciekawość klientów - pokazuje, że minie jeszcze sporo czasu, nim do tego dojdzie. Wciąż chcemy poznawać nowe zapachy, pchani do tego z jednej strony wciąż żywym wspomnieniem siermiężnych czasów socjalizmu a słowiańsko-sarmacką ciekawością z drugiej (TU wspomniałam, w czym rzecz). Brak odpowiedniej alternatywy dla perfum niszowych sprawia, że znaczenie typowych perfumerii będzie stale rosnąć; przynajmniej dopóki większa ilość rodzimych twórców nie odważy się wyjść ze swoimi dokonaniami poza wąskie grono rodzinno-towarzyskie, biorąc przykład choćby z Piotra Czarneckiego, finalisty The Art and Olfaction Awards. :)

Nie wnikając jednak w kolejne zawiłości układów między perfumerią a klientem chcę stwierdzić, że więcej nowych marek na polskim rynku oznacza dla nas niezłą frajdę. :) Tak po prostu. Na rynku coraz bogatszym, coraz bardziej różnorodnym i, mam nadzieję, coraz odważniejszym. Już dziś perfumowi pasjonaci z Polski pośredniczą w zakupach niszowców dla ludzi z zachodniej Europy, co w oczach naszego [wciąż jeszcze porządnie zakompleksionego na punkcie Zachodu] społeczeństwa oznacza chyba ostateczne potwierdzenie coraz większego znaczenia rodzimego rynku perfum niszowych na arenie międzynarodowej.

Żaden z nas zaścianek, choć też i nie przodujemy. Zwyczajnie trzymamy poziom. Jesteśmy - normalni. Nareszcie! ;)

___
Dziś noszę Encens d'Ange od Autour du Parfum.

P.S.
Dzisiejsze ilustracje wypożyczyłam z Fejsbukowych fanpejdży paru z szeregu polskich perfumerii niszowych. Mam nadzieję, że ich twórcy nie obrażą się na kolejną porcję darmowej blogoreklamy. ;)
1. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=681748401867917&set=pb.141893009186795.-2207520000.1398327574.&type=3&theater
2. https://www.facebook.com/151807521669096/photos/pb.151807521669096.-2207520000.1398327218./194326714083843/?type=3&theater
3. https://www.facebook.com/PerfumeriaAmbrozja/photos/pb.186868457990.-2207520000.1398331085./10151360791967991/?type=3&theater
4.  https://www.facebook.com/photo.php?fbid=665141646842699&set=pb.170770809613121.-2207520000.1398327464.&type=3&theater

8 komentarzy:

  1. Ja Cię czymś związanym z perfumami zaskoczyłam?? Really??? Perfumeria, która przesłała mi te próbeczki pisze też rewelacyjnego bloga - i to na niego przez przypadek kiedyś weszłam. Zakochałam się w ich opisach zapachów i chyba tak jakoś telepatycznie ich do siebie przyciągnęłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to wychodzi ale to przecież nie jest żadna nietypowa sytuacja: każdy z nas może znaleźć perełkę, co do której wydaje się, że nikt inny nie wie o jej istnieniu. No i super, gratulacje. :) Skoro bloga polecasz, to go obowiązkowo obczaję.

      Usuń
  2. Na marginesie tych rozwazan - do szalu doprowadza mnie sytuacja, gdy w jednej z warszawskich Q jestem traktowany jak dziwadlo, bo a) nie chcialo mi sie zakladac na zakupy ubran za 73736528 pln b) nie mam u nich historii zakupow na miliardy zlotych c) nie podchodze do tematu zakupow z powaga jak do sakramentu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie? Oj, w takim razie jet mi przykro; szczerze. Myślałam, że takie zachowania w większości odeszły do lamusa razem z ostatnim wspomnieniem kartek na mięso.
      Jednak mimo wszystko trudno zaprzeczyć, że nie żyjemy w Skandynawii, gdzie po stroju trudno ocenić jest zamożność noszącej go osoby, ponieważ każdy nosi tam dżinsy marki Levi's i bluzy z Benettonu. :/
      A zakupy zawsze można robić online, wtedy odpada ryzyko oceny klienta po stroju i zachowaniu. :)

      Usuń
  3. Świetny artykuł pod którym podpisuję się rękoma i nogami.
    W ciągu ostatnich kilku lat wzrosła w Polsce liczba perfumerii niszowych, tym samym zwiększyła się pula dostępnych w naszym kraju marek. Nie wspominam o tym, że praktycznie każda z tych perfumerii ma swoją stronę internetową i daje możliwość zakupu próbek zapachów przed podjęciem decyzji o zakupie pełnowymiarowego produktu za kilkaset złotych.

    Od siebie mogę dodać, że po targach w Mediolanie być może uda mi się ściągnąć do Polski kilka kolejnych marek, z pomocą rodziny Missala.

    Zaściankiem perfumerii niszowej nie jesteśmy na pewno, ba, nawet niektórzy mogą nam pozazdrościć tego, co już mamy. A może być tylko lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. To miło, kiedy ludzie się zgadzają. ;)
      Tobie także trudno odmówić słuszności. Pamiętam, jak niedawno jedna z nowo otwierających się perfumerii (ta z siedzibą w stołecznym centrum handlowym dla snobów) zadeklarowała, że u nich próbek nie będzie, co zbulwersowało (i słusznie) dziewczyny z Wizażu. Nie wiem, jaki wpływ na zmianę decyzji miały ich monity ale faktem jest, że menedżerowie szybko wycofali się z poprzedniej deklaracji. Dziś w tej perfumerii próbki można nabyć równie łatwo, co u większości ich konkurentów.
      I to się liczy!

      No teraz wszyscy będą wypatrywać kolejnych ekscytujących nowości w Q. ;)

      Usuń
  4. Mnie drażnią próbki lane - nie ma problemu z kupnem sampli z atomizerem, nie rozumiem więc, dlaczego niektóre (na szczęście nieliczne) perfumerie z uporem godnym lepszej sprawy sprzedają próbki bez atomizera. Nie dość, że pojemność mała - 1ml - to jeszcze dochodzą braki przy przelewaniu do sampli (o różnicy zapachu z próbki lanej/psikanej była kiedyś mowa na forum wizaż). Pisałam kiedyś do perfumerii w tej sprawie - ale nie ma odzewu w postaci atomizerków...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak to mówią: jeżeli nie wiadomo, o co chodzi... Może jakiś czas temu właściciele zamówili hurtem milion lanych sampli i teraz nie mogą z nich zrezygnować, choćby nawet chcieli a klienci grozili bojkotem....? :]
      W każdym razie jakieś wytłumaczenie być musi, bo nie sądzę, żeby za taką decyzją stało wyłącznie widzimisię szefostwa. A kwestie finansowe (może umowa z dystrybutorem szklanych fiolek z patyczkami?) tłumaczyłyby też, dlaczego Twoje wiadomości pozostawili bez odpowiedzi. ;)

      Usuń

>
Komentarze (<$BlogItemCommentCount$> )