piątek, 24 czerwca 2011

Trwaj chwilo!

Dziś obiecana leśna dzieweczka. :)
Piknik na polanie, otoczonej przez puszczające żywicę sosny. Młoda, piękna, zapatrzona w siebie para; dwójka dzieciaków szczęśliwych, bo przecież są razem, zadowoleni z życia oraz tacy dorośli. ;) Wszystko im wolno, wszystko ich bawi, pijanych radością, swoim towarzystwem oraz nalewką landrynkową. Czysta rozkosz życia.
Chyba rozumiem już, za czym naprawdę tęsknił Faust...

Fille en Aiguilles marki Serge Lutens to kompozycja w moim ulubionym stylu: tak bogata, wielopłaszczyznowa i napchana zapachowymi detalami, jak to tylko możliwe. Niemal ideał. :) Zachwycająca, potężna, wyrazista. Budzące emocje oraz różnorakie skojarzenia.

Na przykład jej początek to fascynująca podróż po starym, górskim lesie iglastym. Strzeliste drzewa są tak majestatyczne, że mam ochotę stać tylko i je podziwiać, wzdychając cicho. :) Kiedy zaś wejdę w najstarszą cześć lasu, otacza mnie półmrok, a pod stopami trzeszczy jedynie stare igliwie. Wdycham przesycone aromatem żywicy powietrze, jednocześnie zajadając się landrynkami.
Kompozycja jest aż gęsta od nagromadzenia nut świeżo-iglastych, balsamicznych, kadzidlanych i słodkich. Zawiesista i lepka brudzi wszystko dookoła, rozsnuwa się wokół nosiciela lub nosicielki, zatyka ich nosy podobnie, jak cukierki w typie krówek usta. :) Oplata całe otoczenie, zachęca do uśmiechu, wprowadza w błogostan, kokietuje i rozbraja swoją bezpretensjonalnością.

Jeszcze jedno wcielenie perfumowego gaduły, lecz tym razem nie mam twórcom niczego za złe. Przeciwnie, w końcu obcuję z tym stylem perfumiarstwa, który kocham najbardziej. Na bogato, acz z rozmysłem. ;) W tym przypadku również z klasą oraz naturalnym wdziękiem.
Oto piękność płynąca z wnętrza człowieka, daleka od powierzchownych wrażeń.


Dziewczyna w Szpilkach to właściwie wariacja na temat trzech opisanych wcześniej akordów; ciepła, ciemna i wyrazista. Tak nasycona woniami lasu, że nadająca się do aromaterapii. :) A przy tym niebanalna, jednocześnie modna dzięki klasycznemu ujęciu kadzidła oraz złamana niespodziewaną słodyczą kandyzowanych owoców, które bywają także żelkami lub, jak w moim przypadku, landrynkami.
Kompozycja jednak nie byłaby tym, czym jest, gdyby nie późniejsze "dogrzanie" jej nutami przypraw (wyczuwam gałkę muszkatołową, goździki, kmin), suchymi i ciepłymi, w kolorze i klimacie. Jest jeszcze liść laurowy, który nigdy nie wybija się na pierwszy plan, pozostając wyłącznie wyważonym obramowaniem mieszanki. Wyczuwam ponadto co nieco wetywerii, nadającej kompozycji suchej świetlistości, lecz ów akord pozostaje tak wtopiony w resztę, że bez internetowego spisu nut nut nigdy bym nań nie wpadła. :)

Choć Fille en Aiguilles z czasem cichnie, przybliża się do skóry, pozbywa balsamicznej drzewności oraz sporej dawki owocowej słodyczy, chociaż podejrzanie szybo zaczyna mruczeć coś tuż przy ludzkim ciele, w formie dość okrojonej, przywodzącej na myśl raczej widzianą o północy zjawę niż jak najbardziej żywą i żywiołową osobę, jakoś nie potrafię się jej oprzeć. Zachwycam się upojną prostotą oraz całym galonem skondensowanego optymizmu zmieszanego z radością życia, narkotyzuję się wizją harmonijnego połączenia dwóch, pozornie jakże odmiennych, grup olfaktorycznych.
Czuję się obezwładniona. :)
Chwilo, jesteś piękna!


Rok produkcji i nos: 2009, Christopher Sheldrake

Przeznaczenie: wbrew nazwie uniseks. :) Kapitalny na wszelkie okazje, pory dnia czy roku. O dość zmiennej emanacji.

Trwałość: w porywach do sześciu godzin [łee, ja chcę dwa razy tyle! ;) ]

Grupa olfaktoryczna: drzewno-gourmand (i aromatyczna)

Skład:

igły sosnowe, kandyzowane owoce, przyprawy, balsam jodłowy, kadzidło, wawrzyn, wetyweria

P.S.
Źródła ważniejszych ilustracji:
1. Dzieło niemieckiego przedstawiciela romantyzmu, Caspara Davida Friedricha pt.
Wodospad w sosnowym lesie. Wzięte STĄD.
2. Arya and fir autorstwa użytkowniczki portalu DeviantArt o pseudonimie Elzje.


Edycja, godz. 19.11
Coś dziwnego dzieje się z Gmailową pocztą. Nie mogę wysłać żadnego listu. Chochlik dalej szaleje? Przepraszam wszystkich, którzy czekają na moją odpowiedź; jej brak nie jest zależny od niżej [tj. wyżej :) ] podpisanej.

7 komentarzy:

  1. Pięknie,słowa, literki co prawda inne, ale widzę że "globalnie rzecz biorąc" podobnie odbieramy Fille :) Cudny zapach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam,że kiedyś testowałam dość pobieżnie i uznałam "ładna, ale nie obezwładniająco".
    A właśnie wczoraj dotarła do mnie mała odlewka (tak dla przypomnienia) i... no cóż, przepadłam ;)
    A.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na mojej skórze większość Lutensów pachnie okrutnie intensywnie, dusząco, a na innych bardzo mi się podobają...

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny opis. Zapachu nie znam, ale czuje ze by mi sie spodobal :)
    Ciekawe jak on sie ma do Winter Delice AA?

    OdpowiedzUsuń
  5. Skarbku - po napisaniu opinii zwykle czytam recenzje innych blogerów. I rzeczywiście! Nawet nalewka się zgadza. :)) Świetna ta Dziewucha.

    Akiyo - na początku też nie przejęłam się nią zbytnio. Większe wrażenie zrobiły Arabie czy Serge Noire.. ;) Dopiero kiedy dwie pozostałe wody mi się "przejadły" doceniłam Fille. Morał z tego taki, że czasami warto poddawać wspomnienia zapachowe rewizji. :D

    Darla - ciekawa właściwość. Bo strasznie bogate cholery są; wszystko zależy od tego, jak bardzo Ci na danym pachnidle zależy. Mam nadzieję, że bez Lutensów potrafisz żyć. ;) Głupio byłoby zginąć z powodu przyduszenia perfumami. ;)

    LouLou - dziękuję. :) Bardzo prawdopodobne.
    Tego niestety nie wiem, bo nie miałam okazji poznać Winter Delice. Ale sądząc po spisie nut i znając właściwości Guerlainów, AA mogłaby być mniej słodka i bardziej przestrzenna.

    Oprócz tego moja poczta nadal się buntuje. Proszę o wybaczenie. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, wytypowałam Cię do dziwnej nieco, ale chyba fajnej zabawy. Zapraszam tu: http://sabbathofsenses.blogspot.com/2011/06/jak-mieszkaja-moje-kosmetyki.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki Ci za tą świetną recenzję. Szpilkówna to mój ulubiony Lutensiak, zaraz za nią łeb w łeb idą Serge Noire i Arabie. A wąchałaś Musc Koublai Khan? Ciekawa jestem Twojej opinii, mnie zaskoczył totalnie i powalił na łopatki, ale raczej nie w pozytywnym znaczeniu :D
    I przepraszam, że jeszcze nie odpowiedziałam, ale ostatnie dni to istne wariactwo ...

    OdpowiedzUsuń

>
Komentarze (<$BlogItemCommentCount$> )