
Bo skoro już czymś pachnę... :)
Sensuous, słynny Ciasteczkowy Potwór, puchata, jasna, leciutka, śmietankowa pianka na dziecięcej porcji pitnej czekolady, tak miękka, jak to tylko możliwe, doczekała się ciekawszego bliźniaka. I dobrze! Ponieważ oryginał, jakkolwiek uroczy, niesztampowy a w swojej klasie bez mała nowatorski (drewno! w roli głównej! w kobiecych! głównonurtowych! perfumach), to niestety na tyle błogi i układny, że w najbliższej przyszłości nie ma szans na moje dłuższe zainteresowanie. A wystarczyło odrobinę podrasować formułę, dokręcić śrubki, delikatnie docisnąć pedał gazu i już mam, psikam, wącham. I się uśmiecham. :) Sensuous Noir.
Gwoli ścisłości: to w dalszym ciągu jest aksamitny czy mleczny sandałowiec, gładki i puchaty jednocześnie. Jedyną różnicę stanowi róża. Cudna, mięsista, nasycona zapachami całego kwiatu: od korzeni, przez łodygi, kolce, liście, po płatki. I to właśnie jej nowe, lepsze (w subiektywnym odczuciu) Sensuous zawdzięcza całą swoją moc.
Jednak czym byłby omawiany zapach bez ambry, tej słodkiej, gęstej, miodowej? Bez zakrzepłej żywicy benzoesowej (może ona i sztuczna, ale czy to musi być wada?), bez spokojnej, dość potulnej wanilii, bez lekkiego muśnięcia orzeźwiającej woni sosnowych desek? To dzięki nim Sensuous Noir staje się tak charakterystyczne, doskonale przemyślane, dopracowane w najmniejszych szczegółach.
Dzięki nim rozgaszcza się na skórze w sposób nieomal oczywisty, bez najmniejszych obiekcji, jakoś tak... naturalnie. Stopniowo zmieniając amplitudę drgań od spokojnej, obłej drzewnej kremistości po silne, gorące skoki korzennej różyczki oraz jej żywiczno-kwiatowych kolegów i z powrotem, i w kółko. Dając całość ani rześką, ani zmysłową, ani słodką; a przecież złożoną jednocześnie z trzech wymienionych elementów wspieranych przez tuzin niewymienionych. :)
Opartą na ciągłej zmianie. Wciągającą niczym analiza mentalności zrodzonej podczas wiary w kołowy upływ czasu. Wiecznie mieniącą się. Trochę męczącą, trochę zachwycającą. Nigdy średnią. Zawsze fascynującą. O ile Eau Duelle żyje sobie „po prostu”, trochę jak mała celtycka wróżka ze skrzydełkami czy zwierzątko, Sensuous Noir zdaje się być w pełni świadome swego jestestwa, bardziej ludzkie. Nie doskonałe, ale zwyczajnie pełne.
Coś jak wymarzona wizja samej/samego siebie. Raczej mało prawdopodobna, ale jakże sympatyczna. ;)

Przeznaczenie: ciepły, bezpieczny, choć niepozbawiony pazura zapach dla kobiet. Kapitalny na wszelkie możliwe okazje, byle w niewielkim gronie. Na męskiej skórze nabiera bardziej drzewnego, „kanciastego” charakteru, stając się różą niezbyt grzeczną.
Trwałość: wolałabym dłużej; ale i tak SN wytrzymuje na mnie do sześciu godzin
Grupa olfaktoryczna: drzewno-kwiatowa
Skład:
Nuta głowy: pieprz, przyprawy, róża, jaśmin
Nuta serca: drewno gwajakowe, sosna [? Pewności nie mam, ale coś w tym stylu na pewno], inne nuty drzewne, paczuli, lilia
Nuta bazy: ambra, benzoes, wanilia, miód
P.S.
Źródła ważniejszych ilustracji:
1. http://images.mooseyscountrygarden.com/gardening-journals/garden-journal-06/
2. http://www.studiobotanika.com/product-info.php?Bourgeau_Rose-pid277.html
Tyle tu drewienek? Serio? To muszę powąchać :D Tylko ta róża jakoś tak mnie mniej zachęca, bo całość na mnie wyjdzie li tylko różana... zapewne.
OdpowiedzUsuńnno.. jak w oryginale. Ale nie spodziewaj się drewna typowego, to raczej takie słodziutkie dziwadełko. :) Powachać i nawet na rękę chlapnąć co nieco zawsze warto! Może czeka Cię miłe zaskoczenie..? Nigdy nic nie wiadomo. ;)
OdpowiedzUsuńTwój opis jest cudowny i baaardzo trafny.Dzięki Tobie sięgnęłam po tę flaszeczkę, niuchnęłam i ...cudo...Przepiękny,sexy,ciepły,trochę w stylu mojego ukochanego Opium,ale lżejszse,świeższe.A tak na marginesie, to masz nisamowity talent i...nos :)))
OdpowiedzUsuńBardzo miłe jest to, co piszesz. :) Dziękuję! :)
OdpowiedzUsuńPodobieństw do Opium nie zauważyłam, ale to dobrze, że są. Osadzają nowe perfumy w kontekście i to od razu jak znamienitym! :)
' (...) Dzięki nim rozgaszcza się na skórze w sposób nieomal oczywisty, bez najmniejszych obiekcji, jakoś tak... naturalnie. Stopniowo zmieniając amplitudę drgań od spokojnej, obłej drzewnej kremistości po silne, gorące skoki korzennej różyczki oraz jej żywiczno-kwiatowych kolegów i z powrotem, i w kółko.'
OdpowiedzUsuńCholera!...Skojarzyło mi się z...;-)
Masz Ty Ci Wiedzmo ten dar, oj masz! :-)
Z takim piórem (i pazurem ;-)), bogactwem słownika i wyobrazni, tylko książki pisać! I to nie wyłącznie dla dorosłych ;-)
Naprawdę piękne, przenoszące w inne wymiary opisy, jestem (jak i reszta) pod wrażeniem!
To wiedzma, czy już czarodziejka? ;-)...
Kolejny raz dalam sie przekonac. Zakupione i juz dzialaja. Nasza pierwsza noc, nie mozna sie oderwac :-)
OdpowiedzUsuńDzieki za inspiracje! ;-)
Uwielbiam Sensuous Noir:). Według mnie ten zapach jest o wiele lepszy niż wersja klasyczna, którą skądinąd też mam w swojej kolekcji, aczkolwiek moje serce należy do fioletowego flakonu;).
OdpowiedzUsuńŚwietna recenzja:).