
Eau Boisée to liniowa, dosyć prosta woda przywodząca na myśl olejki eteryczne w małych buteleczkach, sprzedawane w mydlarniach, india shopach czy sklepach zielarskich; trochę jak perfumy własnej produkcji. :) To zasługa sandałowca, którego zapach jest identyczny, jak we wspomnianym wyżej przypadku: gładki, typowy, ciężki, a jednak nieprzytłaczający, jednocześnie porcelanowy i mydlany, nienachalnie upojny i jawnie chemiczny [jak to ma się do wizerunku marki organicznej?]. Jednak zanim przyjdzie jego kolej, na skórze gości wyciąg z drewna cedrowego, świeży, jasny i kompletnie obojętny moim zmysłom. To, że w ogóle się pojawia, wyczuwam dzięki początkowemu "odświeżeniu" sandałowca, jakimś lekko kompostowym klimatom. Dobrze, że szybko znikają.
W składzie wymieniane jest również paczuli; wyczuwalne od początku do końca pobytu EB na skórze. Chłodna, zagrzybiona piwnica, której mury gniły przez lata, ale pewnego dnia właściciele posesji zlitowali się i zafundowali budynkowi osuszanie. Na czym szczęśliwie skorzystała suterena: po wilgoci ani śladu, grzyb pozostał, by ciekawie łączyć się z tanim olejkiem sandałowym. Naprawdę ciekawie. Bo zdążyłam polubić to pokraczne dziwadło.
Może nie na tyle, by zaraz kupować cały flakon, ale średniej wielkości odlewką bym nie pogardziła. :)
Eau Boisée to nie tyle perfumy w klasycznym tego słowa znaczeniu [nie chodzi też o zawartość substancji zapachowych], co zaskakująca, rozbrajająco naiwna zabawa konwencją, w której wszak "coś" siedzi i co chwilę kłuje widłami w żebra. ;) Zamiast koić, pobudza ducha i umysł. Całkiem, jak malarstwo prymitywistów.

Przeznaczenie: zapach uniseks dla miłośników natury i prostolinijności. Z początku umiarkowanie ekspansywny, z czasem przybliża się do skóry. Wydaje się być znakomitym pomysłem na okazje nieformalne i dyskretne wizyty, np. w szpitalu [żebyście o innych dyskretnych spotkaniach nie pomyśleli :) ].
Trwałość: do czterech do siedmiu godzin
Grupa olfaktoryczna: drzewna
Skład:
drewno sandałowe, drewno cedrowe, paczuli
___
Dziś noszę Délice d'Épices?!... od Niny Ricci, który zapiernicza pod niebiosa z szybkością TGV.
P.S.
Ilustracja pierwsza przedstawia obraz francuskiego prymitywisty Henriego Rousseau Kobieta spacerująca po egzotycznym lesie (1905), wzięty STĄD.
Buahaha, szybko się uczysz o szatanizmie. :)
OdpowiedzUsuńEau Boisee mogłoby mi się spodobać.
Za to ciekawa jestem, jak Ty to robisz, że co innego recenzujesz, a co innego nosisz? Piszesz te recki wcześniej?
Trzeba było nie wyjeżdżać z growlującym kolegą. ;)
OdpowiedzUsuńŻyczy Pani resztę mojej próbki? :)
Już tłumaczę: "pod kreską" jest zapisane czym pachnę, jak Wy to określacie, "globalnie" czy "dopępkowo". Żeby napisać recenzję po prostu aplikuję sobie nieco pachnidła w okolice łokcia. A że wrażenia z wcześniejszych testów danego zapachu zapisuję w specjalnym notatniku, więc odnoszę się jeszcze do tego, co było kiedyś.
Gdybym za każdym razem musiała (?) dokładnie spisać, z jakimi perfumami mam akuratnie styczność, wyszłoby za dużo tekstu. :)