piątek, 16 grudnia 2011

Idealna świeżość - popiół i kurz

Naszło mnie na recenzję zapachu ziemi. A właściwie Ziemi. Gorącej, chwilami zimnej, suchej, sproszkowanej i szarej.
Nadejszła pora na popiół i kurz. :)


Sombre Negra to limitowany zimowy zapach od Yosh Han, twórczyni i głównej kompozytorki własnego domu perfumiarskiego. Jak więc pachnie tegoroczna zima według YOSH?
Najpierw - tradycyjnie - dygresja. ;) Przed chwilą przyszło mi na myśl, jak łatwo czasami, mimo wszystko, dostrzec różnicę między okazjonalnymi limitowankami niszowymi (to są takie?) a tymi z głównego nurtu. Nie ma co się oszukiwać: w dzisiejszych czasach Sombre Negra w życiu nie trafiłby na półki typowych perfumerii, nawet z napisem "for men" czy "pour homme". Żeby było zabawniej dodam, iż potrafiłby świetnie się na nich odnaleźć i przynajmniej zrekompensować koncernowi X finansowe ryzyko poniesione podczas promocji. Teoretyzuję, że mógłby stać się ujmującym, suchym pachnidłem dla każdego Pana, który pragnie się wyróżnić ale nie zamierza popadać w sztuczność. :) Idealnie wyważony, niesłodki, nowoczesny oraz ogromnie przestrzenny, przygniatający pierwotną potęgą przyrody. Jak islandzki krajobraz. :)
Problem w tym, że współcześnie przed spłodzeniem kolejnego dziecka o zdanie na jego temat koniecznie trzeba zapytać stado przemądrzałych specjalistów, bezdusznych księgowych oraz anonimowych durniów, którzy guzik wiedzą o potrzebach naszych i naszego otoczenia, a już najmniej obchodzi ich planowane dziecko. ;> Dlatego Czarny Cień nigdy nie pojawiłby się w Sephorach i Douglasach. Sorry; prawo pięści, ups! to jest... oczywiście: prawa rynku są nieubłagane. ;>

A Panowie oraz Panie całego świata nie mają okazji dowiedzieć się, jak cenna perełka śmignęła im właśnie tuż koło nosa.
Ponieważ Sobre Negra jest dziełem tyleż spokojnym i w pewnym stopniu przewidywalnym, co jasnym i przyciągającym uwagę. Innym. Unikającym łatwych pochlebstw. Zdystansowanym. Jakoś tak.. cieniście promienistym. :) Oraz sypkim. Tak, to ostatnie z całą pewnością.


Trudno pisać o rozwoju kompozycji, SN brakuje też olfaktorycznego dynamizmu. Jest statyczny w sposób stereotypowo amerykański, czyli nie tyle zmienia siebie co własne natężenie. Z czasem stygnie, ogrzewa się, nabiera przyjemnego zaangażowania, utkany z radosnego światłocienia na zacisznym, okurzonym strychu. :)

W otarciu najwięcej jest akcentów zimnych, przewiewnych i ostrych. Jakiś pieprz, głęboki, wibrujący tytoń oraz przepiękny, niezwykle czysty oraz jednorodny miks suchej wetywerii, zatrzymanej w połowie drogi od Guerlain do Lalique z paczuli równie suchym, pudrowym, piwnicznym. Lecz nie wpadajcie w panikę: to puder, którego używanie nie zaszkodzi mężczyźnie. Właściwie przyjmijmy, że napisałam "talk". A talku nie używa się do przyprószania twarzy. ;)
Tak więc mieszanina układa się na ciele w sposób prosty, naturalny, jak również wdzięczny. Po prostu; wtapia się w nas, nie wiadomo jak, gdzie i kiedy. Czysta, jasna, lekka; pozbawiona słodyczy i bezpretensjonalna.
Nic nie zmienia się także w kolejnych godzinach znajomości z Cieniem, kiedy wyczuwam więcej ciepła i słońca, zaś ostry popiół wulkaniczny zmienia się w swojski kurz. Potrafię wówczas wychwycić więcej nut drzewnych, lekko gorzkich, żywicznych, tekowo-cedrowych osnutych wokół suchego wetyweriowego filaru, ustawionego na bazie z mchu dębowego a zwieńczonego szykownym, prostym kapitelem z paczuli.

Jest pięknie. Po prostu bez żartów: pięknie. :) Jasno, szykownie, bez póz i udziwniania. Nie spodziewałam się zapachu tak skonstruowanego, tej pieśni ku czci pogodnej stanowczości, radosnego zdecydowania, nowoczesnej prostoty w najlepszym stylu. Nie liczyłam na spotkanie z dziełem sztuki użytkowej, ujmującym naturalnością godną najlepszego skandynawskiego wzornictwa.
Sombre Negra trafiło w mój czuły punkt udowadniając, że nie wszystko, co świeże musi zaraz podlizywać się miłośnikom arcynudnych cytrusków. :) Że świeże może być świetne. Tylko kto się o tym przekona...?
Tak czy inaczej: kapelusze z głów. :)

Rok produkcji i nos: 2010, Yosh Han

Przeznaczenie: kompozycja uniseksualna, co piszę z premedytacją. :) Świetna na wszelkie okazje, a zwłaszcza te mniej zobowiązujące [chyba, że nosi ją mężczyzna, wtedy może pozwolić sobie na większą dowolność. Też tak chcę! ;) ]. Zauważalna z daleka, z bliska nie przytłacza nikogo, więc kolejny ideał projekcyjny.

Trwałość: typowo olejowa, czyli w granicach piętnastu-osiemnastu godzin

Grupa olfaktoryczna: aromatyczno-drzewna

Skład:

wetyweria, paczuli, drewno cedrowe, pieprz różowy, pieprz czarny, olibanum (?), goździki (przyprawa), gałka muszkatołowa, kmin, kłącze irysa, bób tonka, mech dębowy, tytoń, opoponaks, drewno tekowe, styraks, bylica, cyprys
___
A w tej chwili J'Ose Eisenberga. :)

P.S.
Źródła ważniejszych ilustracji:
1. http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/iceland/7604207/Volcanic-ash-cloud-British-attempts-to-pronounce-Eyjafjallajokull-causes-hilarity-in-Iceland.html
2. http://www.opacity.us/image2224_attic_light.htm

6 komentarzy:

  1. Ale piękne zestawienie! Sombre Negra i Islandia! Udało mi się wreszcie usiąść na wygodnej kanapie z winkiem w ręku i czekoladą w pobliżu. Przeczytałam Twoją recenzję i jest mi błogo :)
    Prawda, że przecudny wetiwerowy zapach? Szkoda, że praktycznie w ogóle niedostępny. Co z marnotrawstwo :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawda? :) W takim razie jest mi bardzo miło. Upodobanie do czekolady też takie nordyckie dosyć. :)
    Śliczny. Limitowanka, cóż począć? Yrrgh! [gdybym miała flakon, to nie byłoby problemu ;)) ]

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedźmo ale mi smaka zrobiłaś tą recenzją :) Piękna...
    Od razu zaczęłam przetrzepywać Internet w poszukiwaniu tego cuda i zastanawiam sie jak to jest z tym zapachem - czy ten ciemny, kanciasty (jak u Ciebie na zdjęciu) wypuszczony na rynek w 2010 i kosztujący na Lucky 90$ za 50 ml to ten sam, który na stronie Yosh ma już inną flache i kolor płynu, opisany jest jako limitowanka na zime 2011 oraz cene ma już sporo wyższą? Czy może reformulacja?

    http://www.luckyscent.com/shop/detail.asp?itemid=22820
    http://www.barneys.com/Sombra-Negra/00505015956248,default,pd.html?q=yosh

    OdpowiedzUsuń
  4. Smaka? To w sam raz przed Świętami. ;)) Dziękuję za ciepłe słowo. :)
    Co do Twojego, Pierniczku, pytania: nie mam pojęcia. Kolor mazi z mojej próbki jest identyczny, co w przypadku tego na zdj. z Lucky, natomiast opis perfum z Barneys [jak również identyczny błąd ortograficzny w nazwie zapachu; biorąc poprawkę na mój marny hiszpański, rzecz jasna :) ] sugeruje, że i zawartość obu flaszek niczym się nie różni. A jak jest faktycznie? Trzeba sprawdzić "na nos". :)
    Tylko, proszę, nie kupuj flachy w ciemno wyłącznie w oparciu o moją recenzję! ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie martw sie Wiedźmo, nie kupie, ale tylko dlatego że jestem zbyt skąpa jeśli chodzi o drogie przesyłki zagraniczne...w przeciwnym razie bym kupiła ;P
    A tak na serio to napisałam w tej sprawie do G. i odpowiedzieli mi, że SN jeszcze do nich nie dotarł, ale zalecili obserwować strone, bo jak dotrze to sie tam pojawi. Mam nadzieje, że to nie tylko formułka.

    OdpowiedzUsuń
  6. A, to mogę spać spokojnie. ;)
    Oby faktycznie mieli w planach sprowadzenie. Zobaczymy, teraz dybać będą dwie osoby. :>

    OdpowiedzUsuń

>
Komentarze (<$BlogItemCommentCount$> )