poniedziałek, 28 września 2015

Powitanie jesieni


W swoim minicyklu montalowskich recenzji z okazji pierwszych dni jesieni doszłam dziś do finału, pierwszego miejsca na podium, perfum najśliczniejszych i najniezwyklejszych z całej trójki. :) Zapachu gorącego, jak parząca w język herbata z korzenno-alkoholową wkładką i jasnego, jak złota polska jesień; wprost idealnego na nadchodzące miesiące.

Wiecie co? Wyobrażam sobie nawet, że właśnie tymi perfumami mogłabym pachnieć w samym sercu rozpoczynającej się właśnie pory roku, na przełomie października i listopada, niezależnie od panującej wtedy pogody. Te perfumy przecież znakomicie rozgrzeją mnie w przejmujący mróz a przy ciepłej, złocistej i słonecznej aurze rozkwitną niczym najbujniejszy kwiat.
Cóż to za fenomenalny aromat?

Korzenno-miodowo-drzewna symfonia o nazwie Honey Aoud.
[I wiedzcie, że wszystkie przewijające się w recenzji egzaltowane powiedzonka są całkowicie przemyślane i usprawiedliwione. ;P Tak cudne są te perfumy!]

Paradoksalnie o tym pachnidle najtrudniej jest mi pisać. Nie jest łatwo przedrzeć się przez rude, piekące opary sandałowca, zanurzone w ciemnych akordach drzewnych (nie tylko w oudzie) a następnie gęsto oblane - właściwie to zanurzone w ciemnym, mocnym miodzie o półkrystalicznej konsystencji.


Jednak zanim do nich dojdzie, w pierwszych sekundach życia Honey Aoud wyczuwam przyjemną, kaszmirowo-kaszmeranową, podszytą drewienkami łagodną suchość, do której jednak szybko dołączają skręcone, rude i aż szczypiące w powonienie zwitki kory cynamonowej. Partneruje im trzymający się drugiego planu ciemny, suchy i lekko oleisty oud w stylu Oud Royal Armaniego, lecz z cynamonem zamiast szafranu i dymem zamienionym na lejącą się, złocistą słodycz miodu.
Która sama w sobie zachowuje się podobnie, co w innej miodowo-jesiennej piękności, Botrytis marki Ginestet - w dużo mniej słodkim, orientalno-ciężkim wcieleniu. Przypomina więc dwa świetne, oryginalne, wyjątkowe zapachy cieszące się wśród perfumowych pasjonatów statusem kultowych, zlewając je w spójną, żywą i przemyślaną całość.

Z czasem słodycz i przejmująca cynamonowa pikanteria słabną, stopniowo wracając do kaszmirowego, mieniącego się ale nie nachalnego, niezbyt błyszczącego akordu otwarcia. Na tym etapie zauważam bliżej nieokreśloną ambrowość, delikatność laboratoryjnych ale przemiłych pyłków, sprytnie przełamanych oudową cierpkością. W bazie natomiast wraca cynamon a wraz z nim skojarzenia z klimatami Oud Royal, tym razem opatrzonych pojedynczymi ale zauważalnymi frakcjami ciemnej, podwędzanej skórzanej galanterii. tutaj tez daje się zauważyć pełna, nieco śmietankowa wanilia... a może ciemna, lecz rozbielana wyłącznie przez kontrast z pozostałymi nutami? Trudno orzec. Grunt, że Honey Aoud cały czas pozostaje piękne. :)

Idealnie wyważone, oparte o kruchą ale stabilną równowagę między słodyczą oraz pikanterią a także pomiędzy miodowo-waniliowo-ambrową przyjaznością dla postronnych nosów i typowym "niszowym nonkonformizmem" oudu, innych nut drzewnych czy skóry. Między abstrakcją a cielesnością i niezwykle noszalnym prawdziwie artystycznym sznytem.
Nieczęsto zdarzają się perfumy tak przyjemne i udane, jak Honey Aoud marki Montale. Spróbujcie ich!

Rok produkcji i nos: 2015, ??

Przeznaczenie: zapach uniseksualny, w którym równie dobrze będzie przedstawicielom wszystkich płci. Jeżeli lubicie którąkolwiek z głównych frakcji pachnidła - oudowo-drzewną, korzenną czy słodką - czujcie się zachęceni do testów. ;)
Z racji silnej emanacji, kompozycja raczej nie będzie pasowała do pracy w dużych grupach ludzi i/lub niewielkich przestrzeniach, przynajmniej dopóki nie zdecydujecie się na odpowiednio skromną dawkę. Z drugiej strony jednak, z czasem perfumy redukują swoją moc do intensywnej, wibrującej i gęstej ale niezbyt rozległej aury; może więc kluczową będzie nie tyle dawka HA, co czas aplikacji?
W każdym razie podczas okazji mniej formalnych lub wieczorowych będzie wspaniałym towarzyszem!

Trwałość: ponad pół doby wyraźnej, śmiałej projekcji oraz dalszych kilka zamierania. Na ubraniu potrafi przetrwać parę prań.

Grupa olfaktoryczna: gourmand-orientalna (oraz drzewna)

Skład:

oud, cynamon, miód, paczuli, wanilia, skóra, akordy kwiatowy oraz ambrowy
___
Dziś nosiłam to, o czym powyżej.

P.S.
Źródła ważniejszych ilustracji:
1. https://www.flickr.com/photos/brandsvig/5086165892/ [Autor: niejaki Christer]
2. https://www.flickr.com/photos/rdzbox/9299464824/ [Autor: Gerardo Rdz]

2 komentarze:

>
Komentarze (<$BlogItemCommentCount$> )