Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roberto Cavalli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roberto Cavalli. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 grudnia 2013

Zerując listę

... oczekujących na recenzję. Wiem, że miały to być recenzję pełnoprawne, z należytą analizą oraz osadzeniem w szerszym kontekście ale, no cóż... Nie zawsze starczy czasu. :)
Do dzieła więc!


Maria Candida Gentile, Exultat

Bardzo ładne, pudrowe kadzidło; a kiedy piszę "pudrowe kadzidło" mam na myśli coś bardzo kadzidlanego oraz bardzo pudrowego jednocześnie, z wyraźną przebitką słodyczy oraz drzewnymi rysami w podstawie. Dużo pudrowej słodyczy, osypującej się na pomarańcze, mandarynki oraz cedrat. Kiedy zapach ogrzewa się, kadzidło jeszcze bardziej zyskuje na znaczeniu: słodko-rumiankowe, kościelne, wzniosłe, kobiece. Gdyby kobiety mogły być kapłanami kościoła rzymskokatolickiego, to może właśnie tak pachniałyby podczas najbardziej uroczystych obrzędów...?
Ciekawa, niebanalna rzecz.

Skład:
pomarańcza chińska oraz gorzka, limonka, olibanum, kwiaty i liście fiołka, wetyweria, drewno cedrowe oraz inne nuty drzewne


Maria Candida Gentile, Sideris

Wracając do wątku kobiety-księdza: a może pachniałaby raczej w ten sposób? Choć Sideris to przecież kompozycja znacznie bardziej uniseksowa, aniżeli Exultat.
Na pewno mniej banalna i choć kadzidlana - to jednak inaczej. Bez olibanum (a przynajmniej ze znacznie zmniejszoną dawką), za to otulone sporymi dawkami mirry oraz benzoesu, lekko karmelizującego się na skórze i nadającego całości delikatnie zamszowego sznytu. Jednak ważniejsze wydają się akordy jasnych, chłodno-obłych, pastelowych ziół, odrobiny pszczelego wosku a także złocistego, obudowanego budyniem szafranu (czyżby okrojonego na obraz i podobieństwo Safran Troublant od wiadomo-kogo...?). Im dalej w las, to znaczy: w perfumy, tym cieplej, pudrowo oraz pierzaście się robi. Zauważam jasny sandałowiec w stylu Santal Majuscule [czyli kompletnie nie moja bajka] oraz więcej naznaczonego słodyczą, złocistego ciepła ludzkiego ciała.
Całość okazuje się przyjemna, w oryginalny sposób złociście, seledynowo oraz dymnie pudrowa - a mimo tego nie potrafiłabym odróżnić od siebie Sideris i Exultat, gdybym nie wiedziała, który jest który.

Skład:
kadzidło, mirra, szafran, pieprz, labdanum, gojnik, benzoes, wosk pszczeli, drewno sandałowe oraz inne nuty drzewne


Roberto Cavalli, Nero Assoluto

Od kilku tygodni wyglądam za pachnidłem, które byłoby jednocześnie słodkie ale niekoniecznie deserowe, gęste dzięki nutom drzewnym albo żywicznym a przy tym zmysłowe. Naturalną koleją rzeczy zainteresowałam się więc niedawną premierą wspomnianej wyżej marki.
No cóż... dobrze jest! :D Rozpoczyna się gęstą, pyłkową słodyczą orchidei, już na wstępie mile wibrującą w nozdrzach, zdającą się zapraszać nas dalej. Tam już czeka słodkość ciemna i dymna, moje ulubione wcielenie wanilii; powiedziałabym nawet, iż flirtujące z niszą w stylu Eau Duelle Diptyque (albo Vanille Noire od Yves Rocher ;) ), gdyby nie wciąż żywe, syntetyczne akordy orchidei. Tak czy inaczej, an ciemnej wanilii zbliżamy się ku dokładnie wyszlifowanym hebanowym deskom, pachnącym jednocześnie smukłym żywicznym dymkiem oraz niemal spalonym miodem; a do tego ciemna wanilia z lekkim wspomnieniem storczyków w wygłosie.
Urocza, bliska skórze mieszanina o dosyć przeciętnej trwałości. Nero Assoluto co prawda nie jest "tym czymś", którego szukam, niemniej jest to krok w dobrym kierunku. :)

Skład:
orchidea, wanilia, drewno hebanowe


Roberto Cavalli, Oud Edition

Jakby kto pytał, jest to głęboki, nasycony oud. ;) W pierwszych sekundach po aplikacji buduje wrażenie, jakoby było mu blisko do zwierzęcych, wybitnie orientalnych kompozycji, jednak już po chwilce krystalizuje się, obudowuje złocistą ambrą oraz spalanymi żywicami i ustawia na tle gęstej słodyczy.
Później powraca złudzenie z otwarcia, przede wszystkim dzięki cudownej mieszance ciemnej, wędzonej skórzanej galanterii z bogatym, drapiąco pikantnym szafranem, jednak pachnidło unika jakichkolwiek deklaracji. Jest jednocześnie lizolowe oraz zwierzęce, zmysłowo-hedonistyczne oraz drapieżne.
W ogóle przypomina mi co najmniej kilka wyraźnie orientalnych kompozycji, od Oud Royal Armaniego przez Saffron Rose marki Grossmith (wyjąwszy różę ;) ) aż po kilka pachnideł marki Rasasi z szafranem i oudem jako nutami przewodnimi.
Oud Cavalliego nosi się genialnie, doceniam jego zamaszystość (zwłaszcza z początkowej fazy), lecz nawet ja zauważam, iż zapach faktycznie nie wnosi w nasz świat niczego nowego. Niemniej jednak poznać warto. :)

Skład:
mandarynka, szafran, kwiat pomarańczy, skóra, wanilia, kadzidło, oud, akord ambrowy


Tom Ford, Musk Collection: White Suede

Kiedy zachwycałam się lekkością oraz wdziękiem jaśminowych perfum z tej serii, dosyć mgliście pamiętałam opisywany właśnie zapach. Tymczasem to z niego jest najprawdziwszy duch, biała zjawa; stereotypowo wręcz niewinna oraz czysta.
Bo też i przymiotnik "czysty" jest pierwszym, jaki przychodził mi na myśl podczas wszystkich testów. White Suede przypomina mi aromat czystych, wyschniętych na letnim wietrze ubrań, założonych na lekko przepocone ciało; przy czym nie chodzi tu o pot obrzydliwy, wcale nie! To po prostu odrobinę tylko mocniejszy naturalny zapach czyjegoś ciała - może nawet małego dziecka, obficie potraktowanego pudrową zasypką. ;) Naturalność, radość, wdzięk, jasność, nienachalna projekcja oraz umiarkowana trwałość - to najbardziej podstawowe cechy tych perfum. Lekkie kwiaty, biała herbata, dyskretne zioła i przyprawy, jasny sandałowiec - to tylko komponenty.
A zamsz, wymieniony wszak w tytule...? Jest, schowany gdzieś tuż pod powierzchnią, spinający to wszystko w całość; a może wcale nie? Może tylko sugeruję się nazwą? Ot, zagadka. :)
W którą każdemu polecam zagłębić się osobiście.

Skład:
konwalia, róża, herbata, tymianek, szafran, olibanum, drewno sandałowe, ambra, piżmo, zamsz

___
Dziś Lamsa marki Arabian Oud.

wtorek, 18 września 2012

Byłam, wąchałam

Wpadłam dziś na chwil kilka do centrum handlowego, gdzie odwiedziłam pewną francuską ekodrogerię oraz perfumerię mainstreamową o niemieckich korzeniach. Wąchałam, miejsca na przed- i ramionach do testów nie szczędziłam. ;) Wszystko po to, by zauważyć, co następuje:

Lancôme, La vie est belle

Paczulowa oranżadka po raz nie-wiadomo-który-ale-na-pewno-nie-ostatni. :> Słodycz w wysokim stężeniu, o mocy zdolnej zwalić z nóg pociągowego konia [a na pewno usunąć z naszego bezpośredniego sąsiedztwa w poczekalni wszystkich, obok których na nieszczęście usiadłyśmy ;) a to tylko od jednej aplikacji w zgięcie łokcia]. Więc ostrożność wysoce wskazana. :)
Jeśli chodzi o sam zapach, naprawdę trudno jest mi przebić się przez krystaliczną, cukrowo-karmelową słodycz doprawioną syntetycznymi owocami oraz niezbyt silnymi białymi kwiatami.
Kto lubi zwaliste ulepy - nie zawiedzie się. :)

Skład:
czarna porzeczka, gruszka, kwiat pomarańczy, jaśmin, irys, bób tonka, praliny, wanilia, paczuli


Marc Jacobs, Dot

Ach, mój jeżu! ;)
Co mam napisać? Jak, skoro właściwie nie bardzo jest o czym? Ot, marne pachidełko będące popłuczynami po klasycznej damskiej Cool Water Davidoffa. Z tym, że Dot wydaje się jeszcze bardziej świeży, wodny, ozonowo-lekki, nudny; jeszcze bardziej zachowawczy niż Cool Water, macie pojęcie???
Choć jedno kompozycji trzeba przyznać: jest wyrazistsza od Fame Lady Gagi. Tylko co z tego?
Uroczy kampowy flakon poszedł na zmarnowanie (czyli mamy kolejny punkt wspólny z nie-Sławą ;> ).

Skład:
czerwone jagody, pitaja, wiciokrzew, kwiat pomarańczy, jaśmin, dryfujące drewno, piżmo, wanilia, kokos


Roberto Cavalli, Roberto Cavalli eau de parfum

Lżejsza wersja La vie est belle, z wyraźniejszą nutą łagodnego Orientu, widocznego w grze modnego ostatnimi czasy różowego pieprzu, neroli jak również osłodzonego benzoesu. Oranżada jest, chociaż nie przytłacza ani nie męczy dosłownością.
Mimo, że zapach nie jest "mój", narobił mi apetytu na inne olfaktoryczne kreacje sygnowane przez Cavalliego. :)

Skład:
różowy pieprz, kwiat pomarańczy, bób tonka, wanilia, benzoes


Thierry Mugler, Alien Essence Absolue

Mniam! :)
Mniam, mniam, mniam.
Pierre Aulas stworzył bardzo zachęcającą wariację na temat jaśminu z klasycznego Obcego, przesuwając nieco środek ciężkości w stronę ciemniejszych akordów drzewnych, położonych na słodko-ambrowym postumencie. Nieco mniej jaśminowego "gorącego żelazka" ze "słodkim pieczywem" pospołu, więcej łagodnej cielesności oraz pojedynczych, bardzo kobiecych, drzazg. No i Essence Absolue kryje w sobie mniejszą ilość niezobowiązującego światła niźli zeszłoroczna limitowanka, Or d'Ambre, charakterem bardzo zbliżona do omawianej wariacji.
EA zdecydowanie zasługuje na więcej uwagi. :)

Skład:
jaśmin, kłącze irysa, kaszmeran, mirra, kadzidło, biała ambra, wanilia


Tom Ford, Noir

Zapach, w którym jest wszystko, cała zbieranina składników tradycyjnie męskich perfum - a mimo to intryguje.
Już od pierwszego "niucha" wiem co prawda, że Noir kryje w sobie wiele wad, niemniej jednak chętnie poznałabym go bliżej. :) Mieszanka sucha i ostra, z egzotycznymi przyprawami okalającymi ziemistego irysa oraz benzynowe fiołki, zastanawia i kusi. Za grosz mu nie wierzę, jego sztuczki robią na mnie wrażenie raczej średnie, ale i tak dam mu szansę podczas testu całocielnego. Z ciekawości. :)

Skład:
różowy pieprz, kminek, werbena, bergamotka, fiołek, irys, szałwia, czarny pieprz, gałka muszkatołowa, geranium, róża, opoponaks, wanilia, paczuli, wetyweria, cywet, ambra


Yves Rocher, Les Plaisirs Nature Smoothie: Ananas-Noix de Coco

Na tę serię zawsze można liczyć. Chociaż pod jej szyldem powstają wody raz bardziej przyjemne, kiedy indziej znacznie mniej, w ciemno można obstawiać ich pełną zgodność z woniami deklarowanej nazwą substancji. :)
W tym przypadku zaprezentowano nam olfaktoryczne wcielenie jednego z kulinarnych połączeń doskonałych, ananasa z orzechem kokosowym (tak mleczkiem, jak i wiórkami :) ). Całość okazała się naturalistyczna, pełna pogody, radosna jak również prostolinijna. Całkowicie pozbawiona pretensji do bycia Wielkimi Perfumami - i to właśnie największa zaleta Ananasa z Kokosem, jak również dowód na wybitność wody.
Znakomite letnie pachnidło. :)

Skład:
ananas, orzech kokosowy


Poza tym poznałam Coco Noir oraz So Elixir Purple, ale o nich będzie kiedy indziej. :)
___
Dziś, poza wymienionymi, mam na sobie Greyland od Montale. Tak, śmierdzę jak cała perfumeria na raz. ;)