Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Candida Gentile. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Candida Gentile. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 grudnia 2013

Zerując listę

... oczekujących na recenzję. Wiem, że miały to być recenzję pełnoprawne, z należytą analizą oraz osadzeniem w szerszym kontekście ale, no cóż... Nie zawsze starczy czasu. :)
Do dzieła więc!


Maria Candida Gentile, Exultat

Bardzo ładne, pudrowe kadzidło; a kiedy piszę "pudrowe kadzidło" mam na myśli coś bardzo kadzidlanego oraz bardzo pudrowego jednocześnie, z wyraźną przebitką słodyczy oraz drzewnymi rysami w podstawie. Dużo pudrowej słodyczy, osypującej się na pomarańcze, mandarynki oraz cedrat. Kiedy zapach ogrzewa się, kadzidło jeszcze bardziej zyskuje na znaczeniu: słodko-rumiankowe, kościelne, wzniosłe, kobiece. Gdyby kobiety mogły być kapłanami kościoła rzymskokatolickiego, to może właśnie tak pachniałyby podczas najbardziej uroczystych obrzędów...?
Ciekawa, niebanalna rzecz.

Skład:
pomarańcza chińska oraz gorzka, limonka, olibanum, kwiaty i liście fiołka, wetyweria, drewno cedrowe oraz inne nuty drzewne


Maria Candida Gentile, Sideris

Wracając do wątku kobiety-księdza: a może pachniałaby raczej w ten sposób? Choć Sideris to przecież kompozycja znacznie bardziej uniseksowa, aniżeli Exultat.
Na pewno mniej banalna i choć kadzidlana - to jednak inaczej. Bez olibanum (a przynajmniej ze znacznie zmniejszoną dawką), za to otulone sporymi dawkami mirry oraz benzoesu, lekko karmelizującego się na skórze i nadającego całości delikatnie zamszowego sznytu. Jednak ważniejsze wydają się akordy jasnych, chłodno-obłych, pastelowych ziół, odrobiny pszczelego wosku a także złocistego, obudowanego budyniem szafranu (czyżby okrojonego na obraz i podobieństwo Safran Troublant od wiadomo-kogo...?). Im dalej w las, to znaczy: w perfumy, tym cieplej, pudrowo oraz pierzaście się robi. Zauważam jasny sandałowiec w stylu Santal Majuscule [czyli kompletnie nie moja bajka] oraz więcej naznaczonego słodyczą, złocistego ciepła ludzkiego ciała.
Całość okazuje się przyjemna, w oryginalny sposób złociście, seledynowo oraz dymnie pudrowa - a mimo tego nie potrafiłabym odróżnić od siebie Sideris i Exultat, gdybym nie wiedziała, który jest który.

Skład:
kadzidło, mirra, szafran, pieprz, labdanum, gojnik, benzoes, wosk pszczeli, drewno sandałowe oraz inne nuty drzewne


Roberto Cavalli, Nero Assoluto

Od kilku tygodni wyglądam za pachnidłem, które byłoby jednocześnie słodkie ale niekoniecznie deserowe, gęste dzięki nutom drzewnym albo żywicznym a przy tym zmysłowe. Naturalną koleją rzeczy zainteresowałam się więc niedawną premierą wspomnianej wyżej marki.
No cóż... dobrze jest! :D Rozpoczyna się gęstą, pyłkową słodyczą orchidei, już na wstępie mile wibrującą w nozdrzach, zdającą się zapraszać nas dalej. Tam już czeka słodkość ciemna i dymna, moje ulubione wcielenie wanilii; powiedziałabym nawet, iż flirtujące z niszą w stylu Eau Duelle Diptyque (albo Vanille Noire od Yves Rocher ;) ), gdyby nie wciąż żywe, syntetyczne akordy orchidei. Tak czy inaczej, an ciemnej wanilii zbliżamy się ku dokładnie wyszlifowanym hebanowym deskom, pachnącym jednocześnie smukłym żywicznym dymkiem oraz niemal spalonym miodem; a do tego ciemna wanilia z lekkim wspomnieniem storczyków w wygłosie.
Urocza, bliska skórze mieszanina o dosyć przeciętnej trwałości. Nero Assoluto co prawda nie jest "tym czymś", którego szukam, niemniej jest to krok w dobrym kierunku. :)

Skład:
orchidea, wanilia, drewno hebanowe


Roberto Cavalli, Oud Edition

Jakby kto pytał, jest to głęboki, nasycony oud. ;) W pierwszych sekundach po aplikacji buduje wrażenie, jakoby było mu blisko do zwierzęcych, wybitnie orientalnych kompozycji, jednak już po chwilce krystalizuje się, obudowuje złocistą ambrą oraz spalanymi żywicami i ustawia na tle gęstej słodyczy.
Później powraca złudzenie z otwarcia, przede wszystkim dzięki cudownej mieszance ciemnej, wędzonej skórzanej galanterii z bogatym, drapiąco pikantnym szafranem, jednak pachnidło unika jakichkolwiek deklaracji. Jest jednocześnie lizolowe oraz zwierzęce, zmysłowo-hedonistyczne oraz drapieżne.
W ogóle przypomina mi co najmniej kilka wyraźnie orientalnych kompozycji, od Oud Royal Armaniego przez Saffron Rose marki Grossmith (wyjąwszy różę ;) ) aż po kilka pachnideł marki Rasasi z szafranem i oudem jako nutami przewodnimi.
Oud Cavalliego nosi się genialnie, doceniam jego zamaszystość (zwłaszcza z początkowej fazy), lecz nawet ja zauważam, iż zapach faktycznie nie wnosi w nasz świat niczego nowego. Niemniej jednak poznać warto. :)

Skład:
mandarynka, szafran, kwiat pomarańczy, skóra, wanilia, kadzidło, oud, akord ambrowy


Tom Ford, Musk Collection: White Suede

Kiedy zachwycałam się lekkością oraz wdziękiem jaśminowych perfum z tej serii, dosyć mgliście pamiętałam opisywany właśnie zapach. Tymczasem to z niego jest najprawdziwszy duch, biała zjawa; stereotypowo wręcz niewinna oraz czysta.
Bo też i przymiotnik "czysty" jest pierwszym, jaki przychodził mi na myśl podczas wszystkich testów. White Suede przypomina mi aromat czystych, wyschniętych na letnim wietrze ubrań, założonych na lekko przepocone ciało; przy czym nie chodzi tu o pot obrzydliwy, wcale nie! To po prostu odrobinę tylko mocniejszy naturalny zapach czyjegoś ciała - może nawet małego dziecka, obficie potraktowanego pudrową zasypką. ;) Naturalność, radość, wdzięk, jasność, nienachalna projekcja oraz umiarkowana trwałość - to najbardziej podstawowe cechy tych perfum. Lekkie kwiaty, biała herbata, dyskretne zioła i przyprawy, jasny sandałowiec - to tylko komponenty.
A zamsz, wymieniony wszak w tytule...? Jest, schowany gdzieś tuż pod powierzchnią, spinający to wszystko w całość; a może wcale nie? Może tylko sugeruję się nazwą? Ot, zagadka. :)
W którą każdemu polecam zagłębić się osobiście.

Skład:
konwalia, róża, herbata, tymianek, szafran, olibanum, drewno sandałowe, ambra, piżmo, zamsz

___
Dziś Lamsa marki Arabian Oud.