poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Krótka rozprawa między Sandałowcem, Herbatą a Jaśminem

Choć dziś moje myśli zajmuje zupełnie inna kwestia, postanowiłam (może właśnie dlatego...?) zająć się opisem dwóch kolejnych pachnideł, czekających na swoją kolej od około dwóch miesięcy. Kiedyś wspominałam na Fejsbukowym profil bloga, że obie kompozycje ujmują mnie za serce i szczerze zachwycają - ale tylko wtedy, gdy występują w duecie. W pojedynkę obie wody - po prostu przyjemne, bardzo wdzięczne w noszeniu, ładne ale niezachwycające pachnidła.
Dopiero dialog czyni je wyjątkowymi.

Sacred Wood oraz Imperial Tea z azjatyckiej serii Kiliana.


Pierwsze z pachnideł eksperymentuje wokół drewna sandałowego. I "eksperymentuje" jest tu bardzo właściwym słowem, ponieważ zapach ten stworzono nie z samego drewna ale - ponoć w trosce o zagrożone wyginięciem drzewa Santalum album - odpowiednio dobranych akordów, mających za zadanie imitować tak charakterystyczną, upojną woń indyjskiego sandałowca. Co zresztą udało się osiągnąć. :)

Sacred Wood, w początkach ostre i zadziorne, rażące niestereotypową świeżością [czy istnieje stereotyp zapachu sandałowca? Jeżeli tak, to otwarcie SW zdecydowanie mu przeczy], w miarę upływu czasu uspokaja się i wygładza. Osadzone na ciepłej ludzkiej skórze stopniowo dopasowuje się jednak do najbardziej utartych - i najpiękniejszych - skojarzeń z wonią owego szlachetnego drewna. Miękka mleczność i charakterystyczna pikanteria niemal z automatu każą mi pomyśleć o takich pięknościach, jak Tam Dao Diptyque, Santal de Mysore Lutensa czy też Santal Blush z ekskluzywnej kolekcji Toma Forda.
Mieszanina otacza ludzką sylwetkę, szczelnie choć dyskretnie i znajdując zaczepienie w naszej cielesności, poprawia też humor. Mam nawet wrażenie, że potrafiłaby wręcz rozjaśnić ludzką aurę, rozbielić jej "naturalny" odcień - tak dalece sięga moje wrażenie radosnej pogody pachnidła. No po prostu czysta homeopatia. ;)

Lecz może to tylko moje prywatne wyobrażenie? Pobożne życzenie miłośniczki sandałowca jednoznacznie orientalnego, pikantnego i krągłego, doskonale wyrzeźbionego zdolnymi rękoma perfumiarza lub perfumiarki?
W każdym razie deklarowanej w opisach handlowych chwytającej za serce ale smutnej historii miłosnej, opisanej w Mahabharacie, nie znalazłam tu za grosz. A może właśnie wprost przeciwnie? W końcu historia skończyła się dobrze. :) Na pewno to, co ma mi do powiedzenia Sacred Wood, jest przesycone optymizmem oraz spokojem; daje nadzieję a także siłę do walki z przeciwnościami. Jednak tam, gdzie twórcy chcieliby ukierunkować myśli klientów na mistycyzm, tajemnicę, sprzeciwienie się śmierci, ja widzę ciepło, spokój - i ciszę.
Nie taki ten las tajemniczy, jak mu się wydaje. ;) Czyżby miał to być wpływ, znanej z subtelności, zielonej herbaty jaśminowej...?


Imperial Tea natomiast, w przeciwieństwie do "emującego się" spokojnego optymisty Secret Wood, pod pozorem lekkości i zwiewności skrywa niemało goryczy. Jak herbata jaśminowa, której nawiasem mówiąc jestem ogromną fanką [zarówno tej prawdziwej, jak i mniej lub bardziej udanych "odpowiedników" z ekspresowych torebek, tworzonych pod patronatem znanych marek]: jeżeli zaparzamy ją dłużej, niż trzeba, uwalniają się z niej spore ilości tanin, czyniących napar pierwotnie delikatny i wdzięczny czymś tak bardzo cierpkim, że wywołującym wrażenie drętwienie języka oraz całej nasze gardzieli. :) Choć taką herbatę wciąż daje się wypić [ba! część ludzi wręcz w niej gustuje, w tym niekiedy ja], jest to doświadczenie zmysłowe na tyle specyficzne, że intuicyjnie budzi w nas raczej niechęć niż przychylność.

Dokładnie tak zachowuje się Imperial Tea na mojej skórze. Tam, gdzie teoretycznie powinnam widzieć tylko wiotką delikatność zielonej herbaty oraz dziewczęcą lekkość jaśminu wielkolistnego, wyczuwam też tłustą drzewną goryczkę, która herbacianą cierpkość dodatkowo potęguje. Czy to wpływ sąsiadującego z Herbatą Cesarską Tajemniczego Drewna?
Nie sądzę. Przecież identycznie czułam się również podczas indywidualnych testów kilianowego jaśminowca. Odczucie cierpkości, która z poziomu skóry przedostaje się do środka mojego organizmu, jest zbyt dosłowne, aby miało wiązać się tylko ze wspomnianym olfaktorycznym dialogiem obu mieszanin.

Właściwie, to podobne odzwierciedlenie jaśminowej herbaty do tej pory spotkałam w perfumach tylko raz: w Fullah marki Maison Dorin. Tam tez pojawiał się intensywny, podszyty goryczką aromat herbaty jaśminowej - przy czym w obu przypadkach jaśmin raz po raz ujawnia swoje cielesne, indolowe podbrzusze; nie jest to jednak wrażenie oczywiste, indol cały czas trzyma się w tle, pokorny wobec słodyczy (spowinowaconych z kumaryną) suszonych białych kwiatów oraz tanin zielonej herbaty. Na obrzeżach soczku natomiast cały czas trwa wspomniany już tajemniczy akord drzewny, słodko-dymno-oleisty. Gwajak czy może faktycznie sandałowiec?
To chyba nie jest specjalnie istotne.


Oba pachnidła powstały w roku 2014 a ich twórczynią jest Calice Becker.


Sacred Wood

Przeznaczenie: zapach typu uniseks z samego środka skali, charakteryzujący się projekcją początkowo znaczną, szybko jednak redukującą się do dyskretnej choć jednoznacznej aury. Wyraźne dopiero z bliska.
Dzięki swojemu ciepłu i pogodzie idealny jako poprawiacz humoru ale oczywiście pasuje też do innych okazji, w tym też wszelkich najbardziej formalnych.

Trwałość: od sześciu-siedmiu do dziesięciu godzin

Grupa olfaktoryczna: orientalno-drzewna

Skład:

drewno sandałowe, akordy mleczne, pikantne przyprawy


Imperial Tea

Przeznaczenie: pachnidło ewidentnie uniseksualne, choć wyraźna nuta jaśminu skieruje na nie częstszą uwagę Pań. Hm... jednak i Panowie powinni znaleźć weń coś dla siebie, szczególnie miłośnicy nowoczesnej paprociowości, ujawniającej się w grze herbacianych tanin z kumaryną i drewnem. Więc powiedzmy, że Imperial Tea będzie w sam raz dla miłośników Imperial Tea. ;) Na pewno cechuje ją znaczna projekcja oraz skłonność do początkowego pozostawiania za sobą gęstego śladu. Cichnie i przylega do skóry dopiero po paru godzinach od aplikacji, czyniąc emanację dyskretną oaz wyważoną.
Na wszystkie okazje.

Trwałość: w granicach dziesięciu-trzynastu godzin

Grupa olfaktoryczna: aromatyczno-świeża

Skład:

zielona herbata, jaśmin wielkolistny, akord drzewny

___
Dziś noszę to, o czym powyżej. Oba zapachy. :)

P.S.
Źródła ważniejszych ilustracji:
1. http://realbharat.org/the-king-of-woods-sandalwood/
2. http://the-chinese-tea-company.com/flowering-tea.html

2 komentarze:

  1. Prawdziwie nieszablonowa mieszanka wybitnych zapachów zdobi Twoją skórę. Jeden nosić, to rozumiem, ale oba naraz to czysta ekstrawagancja! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekstrawagancja? Nie przeczę, nie przeczę... ;)

      Usuń

>
Komentarze (<$BlogItemCommentCount$> )