Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michele Bergman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michele Bergman. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lutego 2012

Waniliowe wcielenie ambry, przyprawowe ambry przygody

Zapach rokował dobrze, jeżeli nie wspaniale.


Lubię takie ambry: od Santa Maria Novella, od Lutensa, od L'Artisan Parfumeur, nawet Fiori d'Ambra Pro Fumum Roma ma w sobie coś pikantnego, przyprawowo intrygującego, kuszącego brakiem oczywistej słodyczy. Zbliżony charakter przejawiają także Obsession Calvina Kleina czy Must de Cartier. Z początku i Black Amber marki Michele Bergman zapowiada się na jeszcze jednego, apetycznego pikantnego ambrowca.

Przewidywania utwierdza dodatkowo deklarowana "szczypta paczuli",szczęśliwie niezbyt oszczędna. Paczuli suchego, sypkiego, szaroburego, może niekoniecznie piwnicznego, ale tym samym nie zawsze czekoladowego. Równie ciekawa Czarna Ambra robi się po chwili, kiedy zza paczulowego parawanu wyłania się dziwny akord drzewno-skórzany, zaskakująco chłodny na tle poprzedniego ciepełka. Z czasem zaczyna jednak tonować wymowę, zawadzać o powracające paczuli oraz miłą, ciemną waniliową słodycz rodem z Eau Duelle od Diptyque czy Vanille Noire YR.
I o ile nie mam nic przeciwko ciemno-jasnej słodyczy Dwoistej, podpalana Czarna Wanilia denerwuje mnie swoją uporczywą jednostajnością, nieruchawością wręcz. O czym wspominam, ponieważ moja dzisiejsza bohaterka najwyraźniej wzoruje się na, de facto młodszej, iwroszerowskiej leniuszce. ;)


W pewnej chwili Czarna Ambra zaczyna pachnieć jak mieszanina Ambre Sultan Lutensa ze wspomnianą Vanille Noire. A raczej jak wykastrowana Ambre Sultan, czyli Ambre Extrême (E-lle-na!! ;> ) dodatkowo uziemiona ociężałą słodyczą.

Nie zrozumcie mnie źle, zapach od Bergmana w dalszym ciągu jest niezwykle przyjemny, kuszący delikatnością ambrowo-waniliowej słodyczy złamanej przyprawowym paczuli. Przynajmniej obiektywnie. ;)
Lecz niestety pełnego obiektywizmu w ocenie pachnideł nie osiągnął i nie osiągnie chyba nikt. Więc nie mogę Wam nie napisać, z jakich powodów Black Amber nie przypadła mi do gustu. Otóż byłoby inaczej, gdybym wcześniej nie poznała kompozycji wymienionych wcześniej. A także gdyby waniliowa słodycz nie okazała się tak dalece statyczna, wykuta z jednej litej bryły bez cienia finezji. W zasadzie mogłabym cenić BA, mogłabym ją lubić i nawet od czasu do czasu nosić z przyjemnością. Mogłabym. Tylko po co? Interesuje mnie dopieszczanie mojej kolekcji pachnideł, nie zaś czynienie z niej zbioru bez ładu i składu.

Black Amber jest ładna, pełna wdzięku, słodyczy i orientalnej pikanterii. Nosi się ją dobrze, zaś olejowa konsystencja czyni ją tworem bliskim ludzkiej skórze. Patrząc z boku nie sposób zaprzeczyć, iż dzieje się w niej dużo, dzieło coś sobą reprezentuje i pragnie uraczyć nas wciągającą opowieścią. Jednak wyżej podpisana pozostaje na jego wdzięki doskonale obojętna. Wolę inne historie, innych bajarzy, inne miejsca.
Może kiedyś...? :)

Rok produkcji i nos: nieznane

Przeznaczenie: ciepły, bliski skórze uniseks. Na wszelkie okazje; dla wszystkich, chociaż szczególnie dla tych, którzy boją się mocy Ambry Sułtańskiej. ;)

Trwałość: olejkowa. Od dwunastu do ponad szesnastu godzin

Grupa olfaktoryczna: orientalno-przyprawowa (oraz waniliowa)

Skład:

tunezyjska ambra, wanilia oraz szczypta paczuli :)
___
Dziś Aqua Allegoria Winter Delice od Guerlain [oraz Aileenn :* ].

P.S.
Źródła ważniejszych ilustracji:
1. http://alsafertravel.com/?page_id=163
2. http://parkerflavors.com/flavors/wholesale-supplier-natural-vanilla-wonfs/