sobota, 26 marca 2016

Dla świata i ze światem


Pochodził z terenów Bliskiego Wschodu, jednak serca i dusze największej rzeszy wyznawców zdobył w kolebce cywilizacji europejskiej, Rzymie.
Na święty dzień wybrał niedzielę, na pamiątkę własnego zwycięstwa nad śmiercią i złem ale w rzeczywistości dzięki prymatowi celebrowanego wtedy życiodajnego słońca, które ogrzewało ziemię swymi życiodajnymi promieniami. Jak chce tradycja, urodził się w okolicach 25 grudnia, zaś umarł - by wkrótce zmartwychwstać - wiosną, i to właśnie te dwie okazje okazały się najważniejszymi świętami dla wszystkich jego czcicieli.

Oddał życie w odwiecznej walce dobra ze złem, zapewniając tym samym odkupienie całej ludzkości; złożył samego siebie w ofierze w imię wielkiej, szlachetnej Sprawy.* Zawalczył w ten sposób o nieśmiertelność ludzkich dusz. Tuż przed śmiercią w wyniku ukrzyżowania spożył ze swoimi uczniami ucztę. Choć przy jego grobie postawiono straże, miejsce trzeciego dnia po śmierci okazało się puste. Zmartwychwstały bóg ukazywał się jedynie swoim uczniom, przekazując im ostatnie wskazówki, jak po śmierci dostać się do boskiego królestwa w niebie, do którego zresztą wstąpił wraz z ciałem wkrótce potem. Wtedy też uczniowie bóstwa udali się w świat, nauczając i nawracając niewiernych.

Jego późniejsi wyznawcy przyjmowali chrzest a podczas liturgicznych obrzędów spożywali ofiarę z chleba i wina**, symbolizujących ciało oraz krew boga. Domyślacie się już, o kim piszę? :)
O Mitrze.

Imię tego perskiego bóstwa oznaczało tyle, co 'pakt', 'przyjaźń', 'ugoda', możliwe zatem, że w istocie objęte było tabu a używane powszechnie określenie miało opisywać najważniejsze cechy bóstwa, będącego przecież jednocześnie przedmiotem i podmiotem przymierza ludzi z dobrem oraz Najwyższą Światłością. Choć to tylko moje spekulacje.
Jednak kim w istocie był Mitra, bóg zrodzony ze skały***, zastanówmy się innym razem, dobrze?

Przecież i Was, i mnie przywiodły tutaj perfumy. :)
Zapach bogatego ale zdumiewająco łagodnego Wschodu, który dawno już zdążył zakorzenić się w naszych sercach. Na pewno znacie ten motyw; wszak wracam ku niemu co Wielkanoc. ;)
Dziś nie będzie inaczej, a w podróży potowarzyszy nam Majestic marki Arabian Oud. Kolejny Orient, który w istocie okazuje się nieodłączną częścią Zachodu. Jego sercem.


Pierwsze takty pachnidła na ludzkiej skórze są jak podróż w ciemność, do ukrytych pod powierzchnią ziemi sekretnych świątyń Mitry, zwanych mitreami. Tu ciepły i wilgotny zapach ziemi miesza się z przejmującym chłodem kamiennych ścian i posadzek, towarzyszącymi nam ciałami przejętych współwyznawców oraz omywającymi to wszystko gęstymi ale przejrzystymi, lekko metalicznymi smugami kadzidła. Oto oud gęsty, potężny i przejmujący, otoczony gęstymi dymami topionych żywic, pogłębiony ciemnym, orientalnym sandałowcem, przyprószony zamorskimi korzeniami, utrzymany w stylu Dark Aoud marki Montale czy Black Oud od LM Parfums. Niszowy, przejmujący i ponadczasowy.

Później jednak kompozycja łagodnieje, coraz śmielej zatapiając się w kwiatowych pyłkach oraz gładkich, dojrzałych ale co ciekawe niezbyt soczystych, kaszmirowych owocach. Pojawia się wiosenna pogoda hiacyntu a także cień gęstej, esencjonalnej ale i lekko konfiturowej róży. Kadzidła stopniowo wypalają się i bledną, nuty drzewne również odchodzą w cień, pozostawiając jedynie półprzejrzyste sandałowcowe widmo, skąpane w owocowym, mięsistym oudzie oraz jasnych, drzewno-kwiatowych piżmach (które modne stały się dzięki Narciso od Narciso Rodrigueza). Już nie tylko mroczny, twardy, przesycony testosteronem mistycyzm ale i matczyna łagodność oraz dziecięcy śmiech.

Chociaż arabska geneza pachnidła sugeruje coś zgoła przeciwnego, w mojej interpretacji Majestic to wschodni mistycyzm, reinterpretowany zgodnie z wrażliwością i mentalnością Zachodu. Ich serce oraz nasz mózg lata temu zlały się w całość i stały tym, co dziś znamy, kochamy bardziej lub mniej ale rozumiemy zawsze.

Majestic brzmi jak twórcza, olfaktoryczna odpowiedź na pytanie, dlaczego pomimo tylu oczywistych podobieństw kult Mitry ostatecznie przegrał z religią Chrystusa. Otóż mitreitą [? to słowo rzeczywiście istnieje czy je wymyśliłam?] nie mógł stać się byle kto, o nie! To był kult ekskluzywny, przeznaczony wyłącznie dla mężczyzn niebędących niewolnikami; kobieta, choćby najpobożniejsza i nawet najodważniejszy gladiator mogli zapomnieć o uczestnictwie w obrzędach objętych sekretem, do którego dopuszczano wyłącznie wyznawców. Natomiast jak rzecz miała się z chrześcijaństwem, wiedzą chyba wszyscy czytający moje słowa: "Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety (...)".
Podobnie Majestic, surowe dymy i drzazgi wzbogacone o miękkość i delikatność; otwarte, z zasady nie wykluczające nikogo ani niczego. Żyjące dla świata ale i ze światem.
Dokładnie tak, jak należy.


Rok produkcji i nos: nieznane

Przeznaczenie: co ciekawe, zapach ponoć dedykowany jest kobietom; dla mnie to bardziej ciekawy, spolaryzowany uniseks, osnuty na współpracy przeciwieństw; bardzo przyjemny w użytkowaniu oraz łatwy w odbiorze nawet dla osób postronnych. Charakteryzuje się jednak dosyć silną projekcją (szczególnie w pierwszych fazach rozwoju) potrafiąc zostawiać za uperfumowaną osobą naprawdę długi ślad; później kompozycja cichnie i zmienia się w żywą, wibrującą, gęstniejącą z czasem aurę.
Pamiętajcie jednak, że Majestic to jedne z tych perfum, które dopasowuje się raczej do swojego samopoczucia niż konkretnej okazji; zatem kluczową sprawę będzie dobór odpowiedniej dawki.

Trwałość: ponad dziesięć godzin wyraźnego, łatwo wyczuwalnego życia oraz niemal drugie tyle stopniowego zaniku.

Grupa olfaktoryczna: drzewno-kwiatowa (oraz owocowa)

Skład:

Nuta głowy: bergamotka, akordy owocowe, róża
Nuta serca: hiacynt, piołun, akordy drzewne
Nuta bazy: białe piżmo, drewno sandałowe, kadzidło, oud
___
Dziś noszę Néroli Oud od Au Pays de la Fleur d'Oranger.

P.S.
Źródła ważniejszych ilustracji:
1. http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1529045,2,poganski-kult-mitry.read [Autorka: Dbrochna Zielińska]
2. https://www.flickr.com/photos/bonzoinviaggio/10976191664/ [Autorstwo: osoba ukrywająca się pod pseudonimem BIV (per niente simpa)]

*Czy zatem można się dziwić, że wielu wyznawców odnalazł w szeregach rzymskich legionistów, którzy w tak pojmowanej ideologii odnajdywali samych siebie? ;)
** Oraz byczego mięsa, ze zwierzęcia składanego bogu w ofierze podczas najważniejszych świąt.
*** Zapewne równie nieczułej na "mroczne" zmysłowe żądze, co pewna znana nam wszystkim wieczna dziewica. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

>
Komentarze (<$BlogItemCommentCount$> )