Prześledźmy rzecz na wciąż boleśnie aktualnym, jaskrawym przykładzie. Naziści wcielili w życie Holocaust bynajmniej nie dlatego, że ówcześni Żydzi uskuteczniali irytujący zwyczaj masowego przemieniania się w insekty rodzaju Pediculus i roznoszenia tyfusu wśród nie-zmiennokształtnej ludności ale z głębokiego przekonania, że akurat ta grupa etniczna jest równie bezwartościowa, co wspomniane robale. Nie z powodu domniemanego (bzdurnego ale logicznego z matematycznego punktu widzenia) faktu lecz z racji sprzężenia pokrętnych interpretacji, nienawistnych opinii, niemoralnych skrótów myślowych. Rozumiecie już, o co chodzi?
Więc tego właśnie nauczyło mnie studiowanie - aby nigdy, pod żadnym pozorem nie traktować żadnej kwestii jako bezdyskusyjnej, obiektywnie prawdziwej, danej raz na zawsze. Że wszystko może być warte zastanowienia i głębszego poznania, rozpatrzenia w odniesieniu do różnych kontekstów. Pewnie dlatego z dużą rezerwą podchodzę do wszelkich polityczno-religijnych dogmatów, które ktoś próbuje mi wciskać jako prawdy objawione. Nie ufam im a czasem nawet się boję; przynajmniej, dopóki nie zgłębię zagadnienia od kilku lub kilkunastu różnych stron dbając, aby precyzyjnie oddzielić fakty od opinii na ich temat. Dopiero wtedy mogę wyrobić sobie własną.
Identycznie staram się traktować nie tylko kwestie ważne ale i drobiazgi lub ciekawostki. Tam, gdzie większość z Was, nieobdarzona genem antropologicznej wnikliwości, widzi coś banalnego lub całkowicie naturalnego, ja dostrzegam skomplikowane procesy, symbolikę, odtwarzanie jakiegoś obrzędu. Często wiele z pierwotnego znaczenia zdążyło już się zatrzeć ale my wciąż i niezmiennie odtwarzamy gesty oraz zachowania naszych przodków sprzed setek i tysięcy lat. Na przykład: czy ktokolwiek z ludzi hobbystycznie pokonujących wspinaczkowe ścianki w ogóle myśli o oddawaniu w tym czasie czci bogom? ;) A jednak w dalszym ciągu zdobywamy góry - sportowo lub turystycznie - i wciąż wiąże się to z ogromnymi, często wzniosłymi emocjami.
Mówię Wam: kiedy tylko zaczniecie cały świat postrzegać w podobny sposób, już nic nigdy nie będzie takie, jak dotychczas. Analityczny umysł sprawdza się bowiem nie tylko u ścisłowców. ;) [Inna sprawa, że równocześnie ze zrozumieniem funkcjonowania społeczeństw zmaleje u Was posłuch wobec autorytetów obieranych pochopnie, bez przemyślenia; bez Waszej prawdziwie świadomej zgody już nigdy żaden polityk ani biskup nie będzie rządził Waszym mózgiem. :> W pakiecie ze świadomością dostaniecie zatem dorosłość i odpowiedzialność. ;) ]
Czasami warto w podobny sposób spojrzeć na praktycznie dowolne zagadnienie; odkurzyć je trochę, postawić w świetle nowych faktów albo tak utartych, że już niemal zapomnianych (a na pewno spowszedniałych) znaczeń. Na przykład kwestię pewnego popularnego, wykorzystywanego nagminnie perfumowego skojarzenia. :)
In Black, Black Orchid, Black Afgano, Black Cashmere, Man in Black, Black Tourmaline, Black Onyx, Back to Black, Black, Artisan Black, Polo Black, Majestic Black, Seduction Black, Vintage Black, Black XS, Unforgivable Black, Black Violet, Black Purple, Black Intensive Oud, Black Musk, Black Amber...
Ambre Noir, Noir de Noir, Incense Noir, Perle Noire, Encre Noire, Lady Noire, Geisha Noire, Or Noir, Jasmin Noir, Coco Noir, Café Noir, Rose Noir, Angélique Noire, Vanille Noire, Eau Noire, la Petite Robe Noire, Serge Noire, Chambre Noire, Magie Noire, Nuit Noire...
Są ich dziesiątki albo setki - nazwy perfum nawiązujące do czerni, perfumy zapakowane w czarne flakony, flankery oraz limitowane edycje bestsellerów zaopatrzone w bogate skojarzenia z czernią. Jest tego tyle, że trudno mówić o przypadku.
Czerń i perfumy po prostu muszą być ze sobą jakoś powiązane i każdy Macierewicz Wam to powie. ;)
Pobawmy się więc w antropologów i spróbujmy zrozumieć, skąd wzięło się owo częste powiązanie. :)
Przy okazji proponuję, abyśmy jako Europejczycy świadomi faktu, że współczesny przemysł perfumowy wywodzi się bezpośrednio z naszego kontynentu, poszli za skojarzeniami czerni obecnymi w tutejszej kulturze, bez ryzyka zabłądzenia w interpretacje dalekowschodnie czy starożytno-egipskie. I bez nich zapowiada się huk roboty. ;)
Do dzieła więc!
Jakie są Wasze pierwsze skojarzenia ze słowem "czerń"? Noc, ciemność, tajemnica, spisek, elegancja, dobry gust, uwodzenie, seks, władza, dostojeństwo, majestat, niepokój, diabeł, piekło, mrok, spokój, niejasność, tępota, śmierć, żałoba, smutek, melancholia, post, złudzenie optyczne, szczupłość, negatyw a może coś jeszcze innego?
Jednak śmiem twierdzić, że wymieniłam podstawowe zestawienia i na mojej liście znalazło się przynajmniej parę Waszych odpowiedzi. :) Nietrudno zgadnąć, dlaczego: w kulturze europejskiej czerń najczęściej towarzyszy kwestiom albo zdecydowanie negatywnym, albo budzącym ambiwalentne uczucia a próby zmiany jej kulturowego znaczenia podejmowane są zaledwie od około stu lat.
Zarówno część tutejszych religii przedchrześcijańskich, jak i samo chrześcijaństwo to kulty solarne, skupione wokół Słońca, jego życiodajnego światła oraz energii. Zatem noc, czas gdy na niebie nie widać naszej gwiazdy, kojarzy się w nich z czymś niepokojącym, chaotycznym oraz złym. Z czymś, czego należy unikać.
Więc nic dziwnego, że jej barwa - będąca w istocie brakiem kolorów, czymś anormalnym - otrzymała w Europie szczególne, wyjątkowe znaczenie. Jest kolorem bezwzględnego przeciwnika dobrej i doskonałej istoty boskiej, zestawionym z chaosem, niepokojem, złem, wyrzeczeniem, nie-życiem, śmiercią i rozpaczą. Wszystko to oznacza, że jej bagaż jest zbyt poważny do udźwignięcia przez pierwszą osobę z brzegu. Aby móc mierzyć się z czernią, człowiek winien posiadać cechy w jakiś sposób wynoszące go ponad przeciętność. Albo być istotą z gruntu niemoralną. ;) Tak kiedyś uważano.
Właśnie stąd wyniknął zwyczaj kojarzenia z czernią rycerstwa (np. Zawisza Czarny ;) ) a później mundurów wojskowych czy policyjnych, duchowieństwa, naukowców (tu czerń sutanny albo togi miała oznaczać wyrzeczenie i namiętność do wiedzy), sędziów i prawników (dostojeństwo, kategoryczność, rozstrzygająca ślepota sprawiedliwości). Wszystkie te zawody łączą powaga wykonywanej funkcji, nieprzeciętna odpowiedzialność za losy, myśli i czyny innych ludzi, wysoki autorytet społeczny czy, w sytuacji idealnej, moralny nakaz odwagi w myśli, słowie oraz uczynku, nawet w niesprzyjających jej okolicznościach. Nosząc czerń oznajmiasz światu, że jesteś kimś szczególnym lub ściślej: sprawujesz szczególną funkcję.
To jedno z tych zagadnień, o których zwykle się nie rozmawia ale, jeżeli tylko pomyślimy nad nim trochę dłużej, staje się jasne i oczywiste. Zresztą nie musimy wcale roztrząsać powyższych kwestii, żeby rozumieć je gdzieś w podświadomości. Ostatecznie wymieniłam tu większość tzw. zawodów zaufania publicznego [a nawet wszystkie, jeżeli podepniemy lekarzy, nauczycieli i architektów do kategorii "naukowcy" a strażaków do "mundurowych"]. ;)
Niestety, fakt powszechnej znajomości szczególnych konotacji czerni nie ominął również członków subkultur oraz innych buntowników bądź jawnych burzycieli porządku społecznego. :] Oni również, nosząc czerń, chcieliby być postrzegani jako osoby szczególne; jednak tutaj zamiast odpowiedzialności czy powagi cechą wspólną byłaby li i jedynie pycha. Na ten rodzaj czerni społeczeństwa Zachodu i okolic nie dają się łatwo nabrać, zwyczajowo kojarząc go z najbardziej podstawowym zestawem "czarnych skojarzeń", gdzie prym wiodą chaos, bezsens, śmierć czy zło. Niemniej jednak od drugiej połowy XX wieku fakt bycia antysystemowym buntownikiem coraz częściej traktowany jest jako zaleta (co poniekąd ma sens; tacy na przykład poeci czy kompozytorzy Romantyzmu również bywali buntownikami).
Co z tym mogą mieć wspólnego perfumy?
Ano przede wszystkim... marketing. ;)
Niezależnie, czy wolisz uchodzić za osobę predestynowaną do ważnych funkcji, odpowiedzialnego władcę tłumu albo umysłu, czy raczej niepokornego buntownika - a w obu przypadkach przy okazji kogoś, komu nieobce są nocne rozrywki - będziesz cenić sobie skojarzenia z czernią lub przynajmniej z nocą. :) Polecisz na nie jak ćma do światła a kot do kocimiętki. ;) Jestem tego pewna; to również i moja słabość.
Oprócz czerni kochamy jeszcze olfaktoryczne skojarzenia z nocą, powszechne zarówno wśród perfum niszowych, niezależnych, butikowych, projektanckich, celebryckich jak i zupełnie popularnych, wychodzących pod egidą marek takich, jak Avon czy Oriflame. Poddajemy się jej z ochotą, od lat niezmiennie jednocześnie przestraszeni nią i zauroczeni.
Noc kusi nas i odstrasza, fascynuje i onieśmiela. Choć wiąże się z utratą pewności przez istoty dzienne, czczące i kochające światło, wprost uwielbiamy z nią flirtować. :) Pociągają nas jej odmienność, jej graniczność i niejednoznaczność, całkowita inność w stosunku do "naszej" rzeczywistości. Jednocześnie kochamy ją i nienawidzimy, prowadząc z nocą niemal erotyczną grę.
W jednej z moich ulubionych książek naukowych, fenomenologicznym leksykonie Piotra Kowalskiego pt. Kultura magiczna pada takie zdanie: "Noc, cisza, pustkowie przywołują automatycznie całą serię określeń, które stosuje się do przedstawienia obcej krainy śmierci: nierozróżnialność, destrukcję, bezruch i bierność; za każdym razem dotyczy to zniesienia wszelkich opozycji, a więc szansy na zastosowanie ludzkich sposobów organizowania świata". (s. 351)
To właśnie dlatego nocą mogą spotykać się sekretni kochankowie, członkowie tajnych stowarzyszeń czy sekt, organizatorzy spisków lub po prostu wszelkiego rodzaju balangowicze, poszukiwacze mocnych wrażeń, ćmy barowe. "Noc, cisza, pustkowie" - to teren wymarzony dla wieszcza układającego w myślach wersy Stepów akermańskich, dla dwójki ludzi, których przypadkowe spotkanie zaowocuje planami wspólnego życia a nawet dla polujących na zagubione turystki zdeformowanych seryjnych morderców-kanibali. ;) Poezja, romans albo horror - oto, co daje nam kulturowe doświadczanie nocy.
Noc to czas pierwotny, czas, na który jako ludzie nie mamy wielkiego wpływu, czas należący do Natury podczas, gdy my wolelibyśmy Kulturę. Jednak przez tysiące lat cywilizacji zdołaliśmy wypracować niezawodne metody ujarzmiania Natury przez Kulturę: na przykład korygowanie woni ludzkiego ciała (Natura) zapachem sztucznie wykreowanych perfum (Kultura). I tu właśnie widzę miejsce dla pachnideł, w których nazwie lub flakonie występują skojarzenia z czernią albo nocą.
Perfumy, jako element Kultury, przejmują "wrogą" symbolikę nocnej i ciemnej Natury; są jakby piętnem na jej niezrozumiałym ciele, usiłują nią zawładnąć ale i oswoić. W dużym skrócie. ;) Tak właśnie szukamy sposobu na zrozumienie czegoś, co wciąż i wciąż wymyka się zrozumieniu, co jest obce naszej naturze. W perfumach z "black", "noir", "night" czy "nuit" w nazwie staramy się znaleźć albo ochronę przed niebezpieczeństwem w ciemnościach (a więc zapach jako kamuflaż) albo wprost przeciwnie, natchnienie do chaosu i destrukcji obowiązującej rzeczywistości (zapach jako operator zmiany w chwilach przejściowych).
Czego więc byśmy nie planowali, ukrywając się w tłumie albo celowo zwracając na siebie uwagę starając się go skłócić, w pierwszej kolejności staramy się zaopatrzyć w jakiś amulet, który pomoże nam zrealizować zamiary. :) Szukając wojny czy zgody, szukamy również nocy i ciemności. A te, dzięki intuicyjnej przemyślności (chyba nie do końca świadomych swoich działań) speców od marketingu we współczesnym świecie najprędzej możemy odnaleźć właśnie w perfumach.
Nie zawsze wiedząc, iż w istocie poszukujemy mitycznej, przedhistorycznej absolutnej jedności świata, monoteistycznego Raju bądź Złotego Wieku z mitologii greckiej. Albo... czegoś jeszcze. ;)
"W planie kosmogonicznym opozycja ciemności i światła odpowiada podstawowej dychotomii śmierci i życia; jest jedną z par opozycyjnych elementów tworzących Wszechświat i sił uczestniczących w jego funkcjonowaniu. Noc wiąże się z tym, co żeńskie, a więc z wegetacją, narodzinami i rozpadem. Egipska bogini Nieba, Nut, każdego ranka rodzi boga słońca Re, który reprezentuje to, co męskie i władcze we Wszechświecie. [Można więc wysnuć wniosek, że również i my, będąc Re staramy się znaleźć jedność z Nut - przyp. wzp] Najbardziej plastycznie tworzącą świat dychotomię jasności i ciemności przedstawia połączenie in i jang, podstawowych przeciwstawnych zasad (...) w filozofii chińskiej. Dopiero razem (...) tworzy się obraz całości, pełni życia. Ciemność znajduje się w jednym szeregu z tym, co negatywne, żeńskie, wilgotne, bierne (in), jasność wiąże się zaś z pozytywnym, męskim, aktywnym, suchym (jang); noc i dzień to również ziemia i niebo. Walka między jasnością i ciemnością stanowi więc o istocie i dynamice świata, mówi też o konflikcie dobra i zła, mocy kreatorskich i destrukcyjnych. (...) w ten sposób mit wyznaczył zasadę, jaka musi się zrealizować w życiu człowieka. Chodzi więc o ofiarę, dzięki której może narodzić się nowa postać życia ludzkiego [albo nowe życie w ogóle ;) - przyp. wzp]".
Piotr Kowalski, Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenie, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2007, s. 352.
Chcecie przykładu z dziedziny perfum?
Bardzo proszę, oto on! Jeden z moich ulubionych. :)
___
Dziś noszę Rashę marki Rasasi.
P.S.
Dwie pierwsze ilustracje to kolaże mojego autorstwa, sklejone z grafik promocyjnych poszczególnych zapachów.






































