Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karl Lagerfeld. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karl Lagerfeld. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 stycznia 2012

Wspomnienia galerianki

Chociaż nie zamierzam pisać o tym, o czym myślicie. :) Wspomnienia także nie będą zbyt odległe. Ot, wczoraj i dziś odwiedziłam w przelocie jedną z wrocławskich galerii handlowych oraz znajdujące się weń perfumerie dwóch wiodących sieci. I oto, czego tam doświadczyłam (na sześciu przykładach):

Dsquared2, Potion

Ziołowo-przyprawowe, mocne kadzidło; ostre, wyraziste, chwilami nawet agresywne. O dokładnie rozpisanej nucie pieprzu, podbitego paczulową różą. Całość jest drzewna, przyjemnie zmysłowa, dosyć trwała. Jakkolwiek niekoniecznie oryginalna, ponieważ nie mogę przestać myśleć, iż Potion przemija niemal identycznie do Ikon marki Zirh. Zapach starszy wysładza się, młodszy natomiast pudruje. Wówczas też zaczyna męczyć jego syntetyczność, jakaś papierowa poświata. Pocieszam się, że jest to cecha charakterystyczna dla skóry kobiecej. :)

Skład:
mięta, tymianek, dzięgiel, cynamon, pieprz, goryczka, róża, drewno kaszmirowe, ambra, piżmo, paczuli


Karl Lagerfeld, Karleidoscope

Teoretycznie miły, lekki, nieco zielonkawy kwiatowiec na gładziutkiej drzewno-cielesnej bazie. Za zieloność odpowiada sympatyczny, aksamitno-ziemisty fiołek, podbity promieniami słońca skierowanymi na słodkie nuty frezji oraz anyżku. Z czasem kompozycja mięknie, staje się bardziej słodka, pudrowa, paczulowo-bogata, aż do... tak! Do rozsławionej na Pracownianych łamach nuty oranżady. ;) Rety, po tak cudnym otwarciu - znowu intensywne musowanie. I cóż z tego, że ewidentnie dobrej jakości?
Tym razem sobie daruję, lecz Was zachęcam do testów. ;)

Skład:
dzięgiel, frezja, heliotrop, fiołek, bób tonka, benzoes, piżmo, paczuli


Ted Lapidus, White Soul

...czyli więcej oranżady, szczególnie w otwarciu. Później kompozycja nieco delikatnieje, lecz i tak zaczyna mnie męczyć. Żal wzmaga się, kiedy patrzę na nuty.
Dziełko obiektywnie całkiem poprawne, zdatne do częstego użytku.
W osobie Lapidusdowego pachnidła mamy także żywy dowód na to, że kontekst ma kolosalne znaczenie w naszym odbiorze świata. Bo dlaczego - DLACZEGO - nie poznałam White Soul tuż po premierze w 2010?? ;)

Skład:
morela, mandarynka, śliwka, nagietek, kwiat pomarańczy, heliotrop, szafran, bób tonka, benzoes, labdanum, ambra


Ted Lapidus, Black Soul

Niealfabetycznie postawiłam literę W przed B. Nie bez powodu. Podobnie jak w powyższym przypadku, także męska wersja (z 2009 roku) wprawiła mnie w niejakie zakłopotanie. Bez wdawania się w szczegóły: wdzięczna, kusząca drzewną strukturą, słodkawa i musująca jak w amoku, w rzeczywistości okazuje się uzupełniać młodszą siostrę. Co oznacza, że trafiłam na jeszcze jedną oranżadę, tym razem doprawioną "po męsku": cynamonem, kardamonem, szczyptą gałki muszkatołowej oraz tłustymi nutami egzotycznego drewna. W tle co nieco skóry. I to wszystko układa się w oranżadę o bliżej nieokreślonym smaku. Znowu.
Znowu.

Skład:
neroli, bergamotka, szafran, cynamon, kardamon, mięta, balsam tolutański, drewno gwajakowe, drewno cedrowe, nuty żywiczne, piżmo


Loewe, Solo

Skoro łamać porządek alfabetyczny, to na całego! :)
Kompozycja firmowana twarzą osoby o mało konwencjonalnym (jak na światek reklamy lajfstajlowej) wyglądzie odzwierciedla nurt współcześnie raczej kontrowersyjny. Jest bowiem tak mocna i trudna do przeoczenia, że to aż dziwne. ;> Wyrazista, przemożna, wwiercająca się w przegrody nosowe aż do granic sadyzmu. A przy tym jasna, w miarę klasyczna, wdzięczna i dźwięczna. Hiszpańska do cna, czyli przedstawiająca cytrusy pozbawione słodyczy i innych przygładzających je ozdobników, orzeźwiająca w sposób niebanalny, bo na ostro.
Oraz bardzo "noszalna", na wszelkie możliwe okazje.
P.S.
Nie piszę o wersji Absoluto. Tej bałabym się tknąć. ;)

Skład:
lawenda, tymianek, bergamotka, cytryna, mandarynka, gałka muszkatołowa, różowy pieprz, cynamon, kminek, nuty drzewne


Valentino, Valentina

Komu było mało przecukrzonej oranżady, tutaj ma jeszcze jedną porcję. ;>
Miękka, słodka, pudrowa, usiłująca wdzięczyć się do każdego, kto choć na chwilę zawiesi nad nią nos. Ponieważ jest i lekka, i świeżuteńka, i słodka a nawet delikatnie drzewna, rzecz jasna w sposób jasny i śmietankowy. Kwiaty także mają za zadanie przypodobać się każdemu. Krótko mówiąc: banał.
Co nie zmienia faktu, że i tak jest to bodaj najlepsza kompozycja od Valentino, jaką miałam okazję poznać. W sumie przygnębiające, jak sobie rozmyślam.

Skład:
bergamotka, biała trufla, tuberoza, kwiat pomarańczy, jaśmin, poziomka, drewno cedrowe, ambra
___
Dziś Szulc Pierwszy. ;)