Dwa dni temu słyszałam, jak didżejka w naszym lokalnym radio zawodziła głosem zawodowej płaczki, że zima nam się wydłuża. Aż miałam chęć zawołać: "Hel-loł! Potrwa jeszcze co najmniej przez miesiąc. Ruchu obiegowego Ziemi babsztylu nie przyspieszysz, choćbyś się zajęczała na amen!" Lecz rozumiem [ledwie bo ledwie, ale zawsze ;> ] zmęczenie brakiem światła słonecznego. A że w taką pogodę, pochmurną oraz słotną, idealnie sprawdzają się słodziaki, dziś proponuję Wam mały ich przegląd.
Comptoir Sud Pacifique, Vanille AbricotPoczątek należy do najsilniejszej, najbardziej dosadnej, iście strongmeńskiej spośród wszystkich dzisiejszych kompozycji. ;) Może taką moc wody zawdzięczam temu, że przyszło mi testować aromat w stężeniu "eau de voyage", ichnim odpowiedniku wody perfumowanej?
W każdym razie: Vanille Abricot pachnie dokładnie tak, jak się nazywa: wiąchą, istną furą podgrzewanej wanilii (etylowaniliny właściwie), lekko zwęglonej, podwędzonej może oraz obramowanej jasnym obłoczkiem brzoskwiniowej pianki. Ów zaś jest tak miły i bardziej "suchy", iż faktycznie każe widzieć w sobie skojarzenia z tytułowa morelą. Jest to zresztą pierwsze moje spotkanie z tak oczywistym olfaktorycznym wcieleniem wspomnianego owocu. :) Choć i tak najważniejsza jest arcysłodka, wżynająca się w mózg wanilia; reszta to tylko przystawki. ;)
Skład:
papaja, morela, wanilia, cukier
Kilian, Liaisons DangereusesTu stopień dosłowności jest znacznie niższy. Na szczęście, ponieważ siekiera VA potrafi dać po nosie, więc wszelka odmiana okazuje sie pożądana wielce. :)
O perfumiarskich Niebezpiecznych Związkach trudno napisać cokolwiek wiążącego. Kompozycja jest niewątpliwie złożona wyśmienicie, wieloskładnikowa, utarta na pastę jednolitą (czyli tak, jak lubię :) ) o wiodących akordach śliwki, nieprzesłodzonej różanej konfitury, przypraw korzennych oraz nut drzewnych i ambry (albo czegoś w jej stylu).
Trzyma się blisko ciała, aczkolwiek daleko jej płochości. Gdyby z tylko przemawiała pełniejszym głosem, gdyby wysiliła się na jakąś opowieść! Bez nich zapach wydaje się jakby... zwyczajny. ;) Lecz czy niewart uwagi? Borze broń.
Po prostu bardzo dobry, plastyczny, śmietankowo-orientalny, owocowy szypr. Calice Becker po raz kolejny pokazała, ze zna się na swojej robocie. :)
Skład:
brzoskwinia, kokos, czarna porzeczka, śliwka, cynamon, geranium, róża, nasiona piżmianu, wetyweria, sandałowiec, inne nuty drzewne, piżmo, mech dębowy
Les Parfums de Rosine, Rose PralineRóża słodka, lekko doprawiona, dziewczyńska, pudrowo-sucha, jasna.
Przyjazna; przynajmniej w założeniu. Na mnie niestety dobrego wrażenia nie robi. Ponieważ po otwarciu, w którym dominuje woda różana z maleńką szczyptą kardamonu oraz kilkoma wiórkami czekolady, z czasem robi się śmietankowa, przesadnie wygładzona, jak dla dzieci. ;) Zaś od czasu do czasu wyłazi z Rose Praline nuta, której nie trawię. Wówczas główną rolę gra kęs dżemu różanego podany do szklanki mocnej, czarnej herbaty z co najmniej trzema łyżeczkami cukru. A ja herbaty nie słodzę od ponad dwudziestu lat. :> Więc za Różaną Pralinę ślicznie podziękuję.
Skład:
bergamotka, kardamon, róża, geranium, herbata, czekolada, drewno sandałowe, ambra, piżmo
Serge Lutens, Jeux de PeuSłynna bułeczka, chałka, kruszonka na cieście drożdżowym. Przede wszystkim jednak: kolejne pachnidło ze stajni Lutensa. :) Dzieło bogate, mało sztampowe, bardziej ciężkie niż słodkie, głębokie.
Ułożone wokół akordów gorącego mleka, suchych nut drożdżowo-lukrecjowych wzbogaconych dodatkiem kolejnej dziś moreli, tym razem hm... kandyzowanej w syropie klonowym, gdyż nuta spalania, ogrzewania jest bardzo wyraźna.
Zapach przypadł mi do gustu, zauroczył bogactwem oraz nieortodoksyjnym ujęciem słodyczy, wciągnął w przytulną opowieść z zaplecza małej cukierni. ;) Czemu zaplecza? Ponieważ moc Jeux de Peu nie jest tak jednoznaczna, jak zazwyczaj w przypadku produktów tandemu Lutens - Sheldrake.
Skład:
mleko, lukrecja, żyto, orzech kokosowy, drewno sandałowe, morela, osmantus
Susanne Lang, Vanille ChampagneDziś już niedostępny zapach stworzony wyłącznie dla sklepu Luckyscent.
Szampan w kompozycjach perfumowych zapewnia ciekawą, ozonowo-perlistą nutę. Znam Crisp Champagne Voluspy, znam Yvresse, pragnę poznać Champagne de Bois od Sonomy. Do listy dołączyła niedawno Vanille Champagne. I cóż?
Źle nie jest, chociaż do dobrego zapachu brakuje równie dużo. Urocza, ozonowa słodycz, wzmocniona brzoskwinią i różą, wygładzona śmietankowym sandałowcem w stylu Sensuous kładzie się na skórze spokojnie, nie rozwija się, cały czas pozostaje statyczna. Pachnidło jest poprawne, ale nic ponadto. Na półkach perfumerii głównego nurtu może przetrwałoby kilka sezonów, lecz klienci Luckyscent, zazwyczaj miłośnicy perfumiarskiej "dziwności", najwyraźniej nie odnaleźli się w banalnej w sumie kompozycji.
Jakoś trudno im się dziwić.
Skład:
brzoskwinia, róża, szampan, drewno sandałowe, czekolada, wanilia
___
Dziś Oriental Brûlant od Guerlain.