Skrótowiec. Nie impresja ale coś jeszcze zwięźlejszego, powstającego w oparciu o moje perfumowe notatki sprzed wielu miesięcy. Miały służyć porządkowaniu myśli przed recenzją właściwą ale ich bohaterowie stopniowo przegrywali w krwiożerczej i bezpardonowej walce o łamy Pracowni z innymi, bardziej poruszającymi pachnidłami. :> Kilka zdań, dzięki którym podejmę iście syzyfową pracę opanowania chaosu w swojej olfaktorycznej buchalterii.
Na dzień dobry kilka uwag z zakresu estetyki industrialnej, wspaniale dopasowującej się do Coal z portfolio marki Andrea Maack. :)
Dziwny zapach: z jednej strony nawiązujący do świata z samego prologu rewolucji industrialnej, kiedy jeszcze nie wiadomo było, co się właściwie dzieje ani dokąd to wszystko nas zaprowadzi, z drugiej natomiast rzeczywistość poindustrialna, wyciszona, statyczna i w zasadzie bardzo démodée, acz trzymająca fason.
Stalowoszary żywiczny dym, opiłki metalu i schowane w zakurzonych oraz przerdzewiałych zakamarkach nitów czy kątowników, widmowe opary paliwa bądź gazu - cała ta domyślna ostrość - stopniowo ewoluują w coś znacznie cieplejszego, skorelowanego ze światem przyrody. Więcej tu drzew i przypraw, szczególnie pieprzu, choć o żadnej sile nie może być mowy.
Zaskakująco pogodny świat po małej apokalipsie.
Rok produkcji i nos: 2012, Richard Ibanez
Przeznaczenie: zapach uniseksualny z samego środka skali; dyskretny, stonowany i bardzo bliski skórze. O projekcji i ogólnym wydźwięku typowych dla współczesnego biurowego klasyka.
Trwałość: mocno średnia, bo nigdy większa, niż cztery czy pięć godzin wyczuwalnego trwania na skórze.
Grupa olfaktoryczna: aromatyczno-drzewna
Skład:
pieprz syczuański, papirus, jałowiec, kocanka, pachnotka zwyczajna, drewno cedrowe, drewno sandałowe, węgiel, czarny pieprz, różowy pieprz, paczuli, skóra
___
Dziś noszę Messe de Minuit; jednak tylko dla satysfakcji pachnienia czymkolwiek, bo katar...
P.S.
Pierwsza ilustracja pochodzi z http://lostandtaken.com/blog/2013/9/25/seven-free-industrial-grunge-textures.html
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrea Maack. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrea Maack. Pokaż wszystkie posty
środa, 15 października 2014
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Przytulność po skandynawsku
Surowe krajobrazy to piękno w najczystszej postaci. Owszem, widok bujnej, dzikiej podzwrotnikowej zieleni, okraszonej ciepłym powietrzem i obowiązkowym wodospadem potrafi zauroczyć, podobnie jak oszałamiająca architektura, ale – kiedy najmocniej odczuwacie niezmierzoną potęgę natury? Kiedy silny zachwyt miesza się z zimną grozą w takich proporcjach, iż włosy na Waszych głowach stają dęba a kark zraszają kropelki potu? Kiedy piękno jest tak oczywiste, tak wszechogarniające, że aż każe Wam oślepnąć, zmusza Wasze mózgi do kapitulacji przed niewysłowionością tego, na co właśnie patrzycie?
Kiedy piękno jest tak silne, że aż okrutne?
Takich doznań nie zapewnia miły, bezpieczny widok na cywilizowaną plażę lub zaludnione narciarzami stoki, sugerujące, że przyroda to tylko produkt handlowy, taki sam, jak buty, masło czy najnowszy film Spielberga. Oczywiście, plaża przepełniona skwierczącymi na słońcu ciałami i stok, na którym można bawić się czy usiłować uprawiać sport szybko mogą zamienić się w miejsca rodem z thrillera. Lecz wówczas my, ludzie, do tsunami czy lawiny najchętniej odnieślibyśmy się identycznie, co do krnąbrnego, wiecznie sprawiającego problemy dziecka. Zapominając, że w prezentowanym układzie to nie my jesteśmy tymi bardziej dorosłymi i ważniejszymi…

Dlatego największym poważaniem darzę te zakątki świata, które już na wstępie, bez fałszywej skromności, żalu i bez oszukańczego mrugania oczkiem ustawiają człowieka na właściwym, odległym miejscu w szeregu. Gdzie bez niezbędnej dawki pokory na własne życzenie pakujemy się w kłopoty; o czym łatwo zapomnieć na plaży bądź podczas górskich ferii, gdy w najlepsze błaznujemy sobie po sztubacku przekonani, że odpowiedzialność za nasze zdrowie i życie w pierwszej kolejności spoczywa na ramionach ratowników, ochroniarzy, pilotów wycieczek... A to, kochani, guzik prawda. Oto powód, dla którego cenię surowe krajobrazy Północy (bądź najdalszego Południa) ziemskiego globu. Mieszkańcy Alaski, Syberii, Skandynawii – czy Ziemi Ognistej – nie łudzą się, iż na swoich terenach są panami a nie tylko gośćmi, zaś ich dalszy pobyt uzależniony jest wyłącznie od tego, jak będą dogadywać się z gospodarzem. Daje się to wyczuć nie tylko w ich mentalności (fatalizm lub postawy ekologiczne), ale także w sztuce, zazwyczaj prostej, skoncentrowanej na wydobyciu maksimum efektu z minimalnej ilości materii. Nie inaczej jest w przypadku sztuki zapachu, którą dziś chciałabym zaprezentować na jednym, skromnym przykładzie dzieła sygnowanego przez Islandkę, Andreę Maack. Egzemplum także wybrałam przewrotne, gdyż od Smart raczej trudno oczekiwać ostrej, nietajonej potęgi. Mamy bowiem do czynienia z prezentacją skandynawskiej definicji przytulności.

Więc nietrudno zgadnąć, iż mieszanka powstała dzięki duetowi nordyckiej artystki [podpisującej się nazwiskiem, nie zaś, islandzkim zwyczajem, patronimikiem] z anonimowym francuskim perfumiarzem lub perfumiarką musi być jednocześnie delikatna, cielesna i słodka. Spokojna, wyważona, utrzymana w barwach otaczającej Skandynawów natury, jakkolwiek miękka i miła dla wszystkich, puchata, wdzięczna. W żadnym wypadku barokowo bogata.
Kompozycja rozpoczyna się akordem suchej, nieco szorstkiej, ale nadal ciepłej, substancji nieorganicznej. Mam wrażenie wąchania szarego, rozgrzanego bladymi promieniami słońca pumeksu. Czasami przechyla się on w stronę ożywczej, nieco śmietankowej drzewności, czasem zaś zyskuje iście zamszową poświatę. Zawsze jest suchy, delikatnie cielesny acz dystansujący; w jakimś stopniu szyprowy (pewnie podprogowo łączę suchość i skórzane nuty z mchem dębowym oraz bergamotką).
Dopiero po chwili dzieło rozgrzewa się i zaczyna wysładzać. Jasne, bogate i śmietankowe nuty sandałowca delikatnie ocierają się o naznaczony lukrecjową słodyczą jaśmin. Ważna jest także wanilia, teoretycznie jadalna, choć w wymienionym otoczeniu po prostu pełna, prostolinijna i zapewniająca stały dopływ endorfin. :) Im więcej czasu upływa, tym mocniej Smart zbliża się do uproszczonej wersji Bal d’Afrique od Byredo.
W ostatniej fazie dominują akcenty słodko-ostre, suche i delikatnie pudrowe. Mam przed sobą skrzyżowanie pumeksowej wulkaniczności, wdzięcznej błogości nut słodkich, mszano-drzewnej prostolinijnej naturalności oraz nieporadnej cielesności pisklęcia, zdanego na parasol ochronny niedającej się ujarzmić przyrody. Oto odpoczynek na łonie natury, potęga Ziemi w wersji niby-pop, z pozoru tylko zbliżonej do charakteru ludnych plaż oraz stoków: islandzka Błękitna Laguna. ;)
Wszystko miękkie, dopracowane, nienachalnie zmysłowe, cicho mruczące tuż przy skórze. Perfumy będące synonimem żywego, acz transparentnego komfortu. W rzeczy samej – Sprytne. ;) Gdyż przedstawiono nam krajobraz rozbrajająco intymny a zrobiono to z czysto skandynawską prostotą, bez zbędnych zabiegów stylistycznych oraz owijania w bawełnę.
Genialny koncept!
Rok produkcji i nos: 2010, ??
Przeznaczenie: zapach typu uniseks; bliski skórze i stosowny na dosłownie wszystkie okazje (o ile nie są one zbyt oficjalne)
Trwałość: od sześciu do blisko dziewięciu godzin
Grupa olfaktoryczna: aromatyczno-szyprowa
Skład:
jaśmin, drewno sandałowe, wanilia, białe piżmo, liście fiołka, akordy skórzane
___
Dziś Craft tej samej marki.
P.S.
Źródła ważniejszych ilustracji:
1. http://travel-to-iceland.com/tag/travel-to-iceland/
2. http://www.powabna.com/frontend/detal,T_r_Icelandic
Kiedy piękno jest tak silne, że aż okrutne?
Takich doznań nie zapewnia miły, bezpieczny widok na cywilizowaną plażę lub zaludnione narciarzami stoki, sugerujące, że przyroda to tylko produkt handlowy, taki sam, jak buty, masło czy najnowszy film Spielberga. Oczywiście, plaża przepełniona skwierczącymi na słońcu ciałami i stok, na którym można bawić się czy usiłować uprawiać sport szybko mogą zamienić się w miejsca rodem z thrillera. Lecz wówczas my, ludzie, do tsunami czy lawiny najchętniej odnieślibyśmy się identycznie, co do krnąbrnego, wiecznie sprawiającego problemy dziecka. Zapominając, że w prezentowanym układzie to nie my jesteśmy tymi bardziej dorosłymi i ważniejszymi…

Dlatego największym poważaniem darzę te zakątki świata, które już na wstępie, bez fałszywej skromności, żalu i bez oszukańczego mrugania oczkiem ustawiają człowieka na właściwym, odległym miejscu w szeregu. Gdzie bez niezbędnej dawki pokory na własne życzenie pakujemy się w kłopoty; o czym łatwo zapomnieć na plaży bądź podczas górskich ferii, gdy w najlepsze błaznujemy sobie po sztubacku przekonani, że odpowiedzialność za nasze zdrowie i życie w pierwszej kolejności spoczywa na ramionach ratowników, ochroniarzy, pilotów wycieczek... A to, kochani, guzik prawda. Oto powód, dla którego cenię surowe krajobrazy Północy (bądź najdalszego Południa) ziemskiego globu. Mieszkańcy Alaski, Syberii, Skandynawii – czy Ziemi Ognistej – nie łudzą się, iż na swoich terenach są panami a nie tylko gośćmi, zaś ich dalszy pobyt uzależniony jest wyłącznie od tego, jak będą dogadywać się z gospodarzem. Daje się to wyczuć nie tylko w ich mentalności (fatalizm lub postawy ekologiczne), ale także w sztuce, zazwyczaj prostej, skoncentrowanej na wydobyciu maksimum efektu z minimalnej ilości materii. Nie inaczej jest w przypadku sztuki zapachu, którą dziś chciałabym zaprezentować na jednym, skromnym przykładzie dzieła sygnowanego przez Islandkę, Andreę Maack. Egzemplum także wybrałam przewrotne, gdyż od Smart raczej trudno oczekiwać ostrej, nietajonej potęgi. Mamy bowiem do czynienia z prezentacją skandynawskiej definicji przytulności.

Więc nietrudno zgadnąć, iż mieszanka powstała dzięki duetowi nordyckiej artystki [podpisującej się nazwiskiem, nie zaś, islandzkim zwyczajem, patronimikiem] z anonimowym francuskim perfumiarzem lub perfumiarką musi być jednocześnie delikatna, cielesna i słodka. Spokojna, wyważona, utrzymana w barwach otaczającej Skandynawów natury, jakkolwiek miękka i miła dla wszystkich, puchata, wdzięczna. W żadnym wypadku barokowo bogata.
Kompozycja rozpoczyna się akordem suchej, nieco szorstkiej, ale nadal ciepłej, substancji nieorganicznej. Mam wrażenie wąchania szarego, rozgrzanego bladymi promieniami słońca pumeksu. Czasami przechyla się on w stronę ożywczej, nieco śmietankowej drzewności, czasem zaś zyskuje iście zamszową poświatę. Zawsze jest suchy, delikatnie cielesny acz dystansujący; w jakimś stopniu szyprowy (pewnie podprogowo łączę suchość i skórzane nuty z mchem dębowym oraz bergamotką).
Dopiero po chwili dzieło rozgrzewa się i zaczyna wysładzać. Jasne, bogate i śmietankowe nuty sandałowca delikatnie ocierają się o naznaczony lukrecjową słodyczą jaśmin. Ważna jest także wanilia, teoretycznie jadalna, choć w wymienionym otoczeniu po prostu pełna, prostolinijna i zapewniająca stały dopływ endorfin. :) Im więcej czasu upływa, tym mocniej Smart zbliża się do uproszczonej wersji Bal d’Afrique od Byredo.
W ostatniej fazie dominują akcenty słodko-ostre, suche i delikatnie pudrowe. Mam przed sobą skrzyżowanie pumeksowej wulkaniczności, wdzięcznej błogości nut słodkich, mszano-drzewnej prostolinijnej naturalności oraz nieporadnej cielesności pisklęcia, zdanego na parasol ochronny niedającej się ujarzmić przyrody. Oto odpoczynek na łonie natury, potęga Ziemi w wersji niby-pop, z pozoru tylko zbliżonej do charakteru ludnych plaż oraz stoków: islandzka Błękitna Laguna. ;)
Wszystko miękkie, dopracowane, nienachalnie zmysłowe, cicho mruczące tuż przy skórze. Perfumy będące synonimem żywego, acz transparentnego komfortu. W rzeczy samej – Sprytne. ;) Gdyż przedstawiono nam krajobraz rozbrajająco intymny a zrobiono to z czysto skandynawską prostotą, bez zbędnych zabiegów stylistycznych oraz owijania w bawełnę.
Genialny koncept!
Rok produkcji i nos: 2010, ??Przeznaczenie: zapach typu uniseks; bliski skórze i stosowny na dosłownie wszystkie okazje (o ile nie są one zbyt oficjalne)
Trwałość: od sześciu do blisko dziewięciu godzin
Grupa olfaktoryczna: aromatyczno-szyprowa
Skład:
jaśmin, drewno sandałowe, wanilia, białe piżmo, liście fiołka, akordy skórzane
___
Dziś Craft tej samej marki.
P.S.
Źródła ważniejszych ilustracji:
1. http://travel-to-iceland.com/tag/travel-to-iceland/
2. http://www.powabna.com/frontend/detal,T_r_Icelandic
Etykiety:
Andrea Maack,
aromatyczne,
nisza,
perfumy,
szyprowe
Subskrybuj:
Posty (Atom)
