Za to jaka! :)
Monika Monia, czyli Smerfetka, czyli Monika K. - szalenie sympatyczna, życzliwa światu, optymistyczna osoba. Dzielenie się próbkami z kimś takim to sama radość dla obdarowującej [znaczy: to zawsze jest przyjemność ale tym razem była jeszcze większa]. Nie dość, że bez trudu odgadła związaną z rozdaniem zagadkę, to jeszcze - kiedy okazało się, że jeden z zapachów budzi w Niej szczególnie silne emocje oraz zachwyt - Monika zgodziła się stworzyć jego opis na bloga (niezwykle sugestywny), dodatkowo opatrując go smakowitymi ilustracjami oraz zapierającą dech w piersiach muzyką. :)
Zresztą sprawdźcie sami!
Bez zbędnego ociągania oddaję głos Autorce dzisiejszej recenzji:
„TIARA - papieska korona składająca się z trzech diademów,wysadzana kamieniami szlachetnymi i perłami, na szczycie ozdobiona małym krzyżem.
Ozdoba nieliturgiczna i jako taka używana była tylko przy okazjach niezwiązanych bezpośrednio z liturgią”.
Mam nadzieję, że twórca Tiary marki House of Sillage nie inspirował się osobą papieża a prędzej jego otoczeniem, ubiorem i funkcją – ta wizja bardziej mnie przekonuje.
Ku mojej uldze doszukałam się że TIARY bywają również ślubne jak i książęce i takie mam wyobrażenia czując wokół siebie tą cudowną i luksusową woń.
W jednej chwili przeniosłam się do malutkiego wiejskiego kościółka, koniecznie całego w bieli, przystrojonego pięknymi białymi kwiatami róż, jaśminu i piwonii z okazji odbywającej się w nim uroczystości zaślubin. Przytulne wnętrze, do którego wpadają promienie słońca przez maleńkie witrażowe okienka rozświetlając twarze zebranych gości. Przy ołtarzu stoi panna młoda, odziana w piękną białą suknię i wpiętą we włosy tiarę, przyrzeka swojemu ukochanemu dozgonną miłość i wierność.
W tle rozbrzmiewają cichutkie dźwięki skrzypiec, zaś po wnętrzu rozpływa się delikatny zapach kadzidła, które mieszając się z zapachem kwiatów, tworzy nektar krystalicznej czystości, lekkości, bieli i miękkości!
„TIARA” jest limitowaną edycją (a szkoda) perfum niszowego domu perfumeryjnego House of Sillage.
Nad kompozycją tych perfum pracował Francis Camail, twórca wielu prestiżowych zapachów.
W mojej wyobraźni powstał portret panny młodej, ponieważ perfumy są dla mnie kwintesencją bieli, delikatności, czystości, sensualności i magnetyzmu, są spełnieniem wszystkich marzeń i radości. Widzę szczęśliwą dziewczynę, widzę białe kwiaty oraz perły na szyi kobiety, osnute delikatnym dymkiem z kadzielnicy – tak dla mnie pachnie Tiara.
Pierwsze skrzypce na mojej skórze gra mandarynka ale tylko przez chwilę, gdyż zaraz do głosu dochodzą po kolei róża, jaśmin i delikatna wanilia, po jakimś czasie do tego towarzystwa dołącza muśnięcie kadzidła, piżmo i ambra. Jest też w składzie czerwony cedr i myślę, że to on odpowiada za miękkość zapachu. I tak po wielu godzinach koncertu zapach powoli i stopniowo wygasza się, do końca trzymając wysoki poziom. Jak na Titanicu orkiestra pięknie grała do końca, tak tutaj do samego końca grają najlepsze nuty zapachowe. Żadne z nich nie dominują, nie przytłaczają ale są połączone w sposób spójny: dający efekt kremu, nektaru, jedwabiu czy gładkości białych pereł, każdy może odbierać go w inny, sobie bliski, sposób.
Francis Camail połączył te rzadkie i luksusowe składniki tworząc niepowtarzalną i dopracowaną kompozycję. Każda butelka Tiary jest prawdziwym dziełem sztuki, ozdobionym kryształkami Swarovskiego.
Tiara dostępna jest we flakonach o pojemności 75 ml za ok 1700 zł !!! [Lub kilkukrotnie wyższej, jeżeli skusimy się na flakon limitowany – przyp. WzP].
Zapach powstał w 2011 roku. [to też mój dodatek do słów Moniki - WzP]
Trwałość: bardzo dobra chodź na końcu czuć już tylko delikatną wanilię i ambrę ok 8 godzin na mojej mało tolerancyjnej skórze!
Skład:
Nuty głowy: musująca zielona mandarynka z Kalabrii, cynamon ze Sri Lanki.
Nuty serca: intensywny kobiecy olejek z róży bułgarskiej, piwonia,czerwony cedr.
Nuty bazy: zmysłowa madagaskarska wanilia, piżmo, ambra
Na koniec utwór, który pomimo że kompletnie nie wiem do czego nawiązuje, dla mnie jest wykończeniem wyżej wymienionego zapachu i wyobrażenia o nim, posłuchajcie i zobaczcie. Emanują z niego czystość, miłość, radość i pozytywna energia. :) Których Wam też życzę. :)
Chcecie wiedzieć dlaczego ten tekst zatytułowałam ” SPEŁNIENIE MARZEŃ”? Bo ślub jest spełnieniem marzeń jeżeli trafi się na odpowiedniego człowieka ale nie to miałam na myśli.
Wiele lat temu (dokładnie trzydzieści) miałam do czynienia z piękną wonią, która wywarła na mnie tak silne i trwałe wrażenie – a przede wszystkim zostawiła po sobie przemiłe wspomnienia – że od wielu lat wszędzie poszukiwałam zapachu identycznego albo przynajmniej troszeczkę podobnego.
Przetestowałam kilkaset flakonów perfum i próbek, nieraz już tracąc nadzieję ale nie ustępowałam w poszukiwaniach. I tym sposobem dzięki przeznaczeniu, sile przyciągania czy jakkolwiek to nazwiecie, w moje ręce trafiła dzięki uprzejmości [tiaa, pozbywanie się próbek to zaiste ogromna uprzejmość :> przyp. WzP] Wiedźmy, próbka Tiary. W ten sposób odnalazłam swój zagubiony ideał zapachowy z dzieciństwa! Marzenia się spełniły… Szkoda tylko, że jest tak przerażająco drogi. Jednak życie ze świadomością, że go odnalazłam, na razie mi wystarcza. :)
* * *
Bajeczna opowieść, prawda?
Teraz pewnie zrozumieliście, dlaczego męczyłam Monikę o to, by opisała Tiarę zgodnie z własnymi odczuciami. :) I naprawdę cieszę się, że przystała na tę propozycję. Jeszcze raz dziękuję, Moni! :)
P.S.
Wszystkie ilustracje zostały wybrane przez Autorkę recenzji, więc niestety nie jestem w stanie podać ich źródeł. Aczkolwiek muszę zaznaczyć, że kolejność grafik to już moja robota. :D






