Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Menard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Menard. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 lipca 2012

'Płonie stodoła' i inne baśnie

Czyli subiektywny wybór fantazyjnych różności. Czasem miłych, czasem nie. ;>


D. S. & Durga, Burning Barbershop

"Mówią płonie stodoła płonie aż strach , aż kurzy się z niej
Trzeszczy wszystko dokoła ściany i dach gorąco, że hej
Pobiegnij tam do niej szkoda czasu , bo
stodoła płonie a w niej ludzie jacyś są,
Sołtys chyba już zwołał prawie pół wsi, pomagaj i ty".


I cóż poradzę na to, że wąchając pachnidło powstałe ku czci pewnego nowojorskiego pożaru (!), słyszę charakterystyczny, gardłowy głos Niemena? ;) Pachnidło nietypowe, o wyrazistym charakterze złożonym z nut ostro-drzewno-popielnych, świeżo miętowych oraz słodkich, z czasem zaczyna pokrywać się pudrem i stygnąć, zmieniając się w stos starego, śmierdzącego piżmowego mydła. Ciekawe, warte uwagi dziwactwo, którego finał jest równie długi, co męczący. Za dużo pudru i piżma, za mało ognia trawiącego jednako drewno, metal oraz mentolowe wody po goleniu.
Mimo wszystko o artystycznym koncepcie państwa Moltz nadal mam bardzo dobre zdanie.

Skład:
wanilia, limonka, lawenda, mięta



Menard, L'Eau de Kasaneka

Dzięki, Polu, za próbkę! :*

Słodka róża w konfiturach. To, co z próbki pachnie nęcącym, różano-przyprawowym Orientem, moja skora zmienia w mniej żywotną wersję Madness od Chopard lub delikatniejsze wcielenie Tocade marki Rochas.
Więc okazuje się l'Eau de Kas(z)aneka pachnidłem nazbyt prostym i zachowawczym, różą potraktowaną w sposób całkowicie odtwórczy; vintage bez werwy. W sam raz dla szczęśliwych nabywczyń mazideł marki Menard: przerażonych upływem czasu, więc także olfaktorycznie pragnących przeżywać niekończącą się którąś-tam młodość. Rzecz jasna, w stylistyce z lat 60. i 70. ;>
Szkoda zmarnowanego potencjału: co też moja skóra wyprawia??

Skład:
japońska róża Hamamatsu, kardamon, imbir, bazylia, gałka muszkatołowa, pomarańcza, bergamotka, ylang-ylang, heliotrop, jaśmin, róża damasceńska, drewno sandałowe, drewno cedrowe, wetyweria, nasiona piżmianu, wanilia


Sarah Horowitz, Roots

Zapach, który zasługuje na więcej niż skromna wzmianka. Cóż jednak, skoro mimo kilkumiesięcznej znajomości nie chce gagatek do mnie "przemówić" i skąpi materiału na pełną recenzję? ;)
Wobec tego zadowolę się tym, co już mam. Czyli ostrym, budzącym na równi fascynację oraz niepokój miksem szklistego irysowego masła z drzewnym, piwniczno-metalicznym oudem. Żeby nie było zbyt nudno, jeszcze więcej suchej pikanterii zapewnia trawa wetyweriowa. Wszystko bardzo trwałe i z łatwością wczepiające się w ludzką skórę, skore do pozostawiania za sobą długiego śladu.
Co prawda nie mogę w pełni "wyłapać" poetyki Roots, jednak to nie przeszkadza mi cieszyć się ich pięknem.

Skład:
kłącze irysa, oud, wanilia, mech dębowy


SoOud, Asmar

Ponoć w tym zapachu "Dorian Gray poznał Szeherezadę". ;) Chyba dobrze, że oboje dostali taką możliwość...
Pachnidło głębokie, orientalne, o wyraźnej nucie retro. Z ambrą podbarwioną krystalicznym słodkim miodem oraz bliskowschodnimi używkami: kawą i tytoniem, zamkniętymi w wyściełanej zamszem skrzyni. Towarzyszy im wanilia i odrobina cierpkiego winnego moszczu. Jak również ciepłe, staroświeckie nuty kwiatowe w śladowych ilościach. Całość trwała, o znacznym sillage, tylko z czasem coraz bardziej chimeryczna. Mimo wszystko Asmar zachwyca.
I chyba również zasługuje na obszerniejszy tekst...

Skład:
bergamotka, tytoń, kawa, biały miód, winogrona, goździk (kwiat), ambra, piżmo, wanilia, zamsz