Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Josef Statkus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Josef Statkus. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 lutego 2011

Kadzidło na (prawie) każdą okazję

Póki mój nos nie ogłosi całkowitego zastoju i ostatecznie odmówi współpracy, postaram się sklecić choć jedną recenzję. :) Na tapetę wzięłam coś naprawdę pięknego...


Josef Statkus czyli Juozas Statkevičius, młody litewski projektant o dość metroseksualnym, sympatycznym wyglądzie swego czasu uległ modzie na perfumowe kadzidlane dzieła. Jako twórca o wyrazistym, efektownym i wdzięcznym stylu, nowoczesnym, acz mocno zakorzenionym w tradycji, postawił na pachnidło niesztampowe, jednocześnie topowe oraz nawiązujące do nieprzemijającej klasyki perfumiarstwa. Takie, które miało zapadać w pamięć przy jednoczesnym (choćby umiarkowanym) sukcesie komercyjnym [to tylko domysły, choć mam nadzieję, że nie bezpodstawne ;) ]. A jak inaczej osiągnąć wzmiankowany cel, niż przez próbę znalezienia "złotego środka" między niszową ekscentrycznością oraz bezpieczną, przewidywalną, kwiatową klasyką gatunku? Nie ma siły. Trzeba iść na kompromis.
A kompromisy to, niezależnie od słów rożnej maści radykałów, dobra rzecz. :) Poniżej przykład z brzegu.

Pierwszy test Statkusa przeprowadzałam w nietypowych okolicznościach. Rodzinny pogrzeb; przyznacie, że wybór perfum na taką okazję wymaga od nas ogromnego wyczucia, wrażliwości i taktu? Nie mogą wszak być ani zbyt intensywne, ani agresywne czy sugerujące jakiekolwiek zmysłowe klimaty. Musimy czuć się w nich komfortowo, lecz wypada mieć pewność, że ani jednej osoby nie doprowadzimy do duszności, torsji tudzież szewskiej pasji. Zapach może być charakterystyczny, ale powinien zawierać w sobie element kojący oraz bezwzględnie dyskretny. [Trudna sztuka. Jednak wolę wybierać perfumy na śluby, chrzciny czy imprezy plenerowe ;) ]
Mój dzisiejszy bohater sprawdził się znakomicie. Normalnie 10/10! :)

Tak ciepłych, miękkich, lekkich i otulających pachnideł ze świecą szukać w perfumeriach głównonurtowych. Zwłaszcza w ostatnich latach, gdy z ich półek zniknął jedyny godny konkurent, czyli Black Cashmere Donny Karan, a ewentualne zamienniki takie, jak Theorema we wszystkich jej wcieleniach można znaleźć jedynie w serwisach aukcyjnych. Cóż, za oryginalność trzeba płacić (nie tylko pieniędzmi, lecz także czasem i energią poświęconą na poszukiwania).
Grunt, że Statkus się obronił, a wszystkie kolejne testy tylko potwierdziły wysoką klasę perfum.


Jakoś trudno się dziwić, iż omawiana kompozycja wzbudziła zazwyczaj ciepłe uczucia, bez gwałtownych namiętności i globalnych zachwytów. Podobnie jestem w stanie zrozumieć rozczarowanie jej potencjalną "nijakością" czy "miałkością" - w końcu żadna z niej siekiera (ni kolubryna z jasnogórskich szańców ;) ).
Statkus nie taki miał być.

Najistotniejszą jego cechą jest miękkość; oraz ciepło. Miłe, aksamitne, czy nawet... kaszmirowe ciepełko, bezpieczne i otaczające sylwetkę lekkim kokonem.
Główni gracze, poza kadzidłem, to jaśmin i drewno kaszmirowe, wyimaginowana, subtelna kompozycja składników stereotypowo kobiecych. Powyższa trójca dyktuje reszcie składników warunki oraz nadaje ton.
Z początku czuć cichy, lekko zielony jaśmin zmieszany z wanilią, palisandrem i ambra o nieśmiałym pieprzowym odcieniu. Dopiero po chwili kompozycja nabiera ciepła, wdzięku i bardzo opiekuńczego uroku. Kadzidło zyskuje na znaczeniu, mieszając się z dojrzalszym jaśminem, drewnem kaszmirowym, sporą dawką paczuli oraz miłym pudrem. Zza węgła wygląda dyskretna wanilia. Ów stan utrzymuje się do końca (może wyjąwszy jaśmin). Słodkie, wdzięczne, kremowe kadzidło. Aksamitne i śmietankowe. Oj, komuś dorzuciło się sporo drewna gwajakowego.. :)

Całość trzyma się blisko skóry oraz nie zachwyca trwałością. Za to pozwala nam wyciszyć się i nabrać nieprzesadnego dostojeństwa [a kiedy trzeba, sypnąć żartem :) Więc bez przesady z tą powagą]. Doprawdy, trudno mi się odeń odciąć. Będzie mój.

Rok produkcji i nos: 2004, Fabrice Pellegrin

Przeznaczenie: zapach teoretycznie dla kobiet, ale przecież, jako kadzidło, równie dobry dla mężczyzn. Uniwersalny i arcybezpieczny.

Trwałość: od pięciu do sześciu godzin (hehe) jak lepsza woda kolońska

Grupa olfaktoryczna: aromatyczno-drzewna (i orientalna)

Skład:

kolendra, jaśmin, paczuli, wanilia, benzoes, kadzidło frankońskie, ambra, drewno kaszmirowe, piżmo
___
Dziś noszę mieszankę wybuchową: Cardinal Heeley'a plus Black Aoud Montale. Nic tego nie zmoże. :) [jak człowiek choruje, to błędy ortograficzne szybują aż pod niebiosa ;) ] Wspomagały mnie podczas wyjątkowo ciężkiego dnia.

P.S.
Źródła ważniejszych ilustracji:
1. http://cookiebyme.blogspot.com/2010/10/josef-statkus-best-designer-in.html
2. http://pureadrenalin.deviantart.com/art/Neon-Smoke-3-192713170